-To ja-a-a, Jeess -nie mogłam przestać się jąkać ze strachu. Aż ciężko uwierzyć, że jeszcze chwilę temu mimo wszystkiego co przeszłam, tak bardzo cieszyłam się, że Nick w końcu się przełamał
i zdradził mi swoje uczucia. "Lepiej późno niż wcale" - zdecydowałam dać mu drugą szansę.
-Przykro mi, ale nie znam żadnej Jess, kimkolwiek jesteś. Lepiej wyjdź bo nie mam ochoty na rozmowy z obcymi. -warknął oschle, ale jedyne co mnie poruszyło to słowo "obcymi". Więc świetnie, teraz jestem dla niego tylko nieznajomą?!
-Ale-e-e... -już chciałam się wtrącić, kiedy chłopak mnie przekrzyknął.
-Wyjdź stąd albo wezwę ochronę. No już! -byłam totalnie przerażona. Co stało się temu pogodnemu, wyluzowanemu Nickowi? Czyżby on też zapadł w tak długą śpiączkę, ale w przeciwieństwie do mnie odniósł większe obrażenia i jego walka przyniosła inne skutki? "Boże, dlaczego on? Hmm?! To miałam być ja! To moja wina, to ja chwyciłam za kierownicę! To mnie powinieneś ukarać, a nie jego!!" -w moim umyśle myśli aż wrzały. Opuściwszy salę Nicka, cała zdezorientowana udałam się na swoje piętro. Dopiero w połowie drogi przypomniałam sobie o matce. Wiedziałam, że coś ukrywa! Dlaczego mi nie powiedziała? To cios prosto w serce, a ona to przede mną zataiła! Nigdy nie otrzyma ode mnie wybaczenia. Nie chcę jej nawet widzieć.
Kiedy dotarłam na miejsce, moja rodzicielka chodziła i rozglądała się nerwowo po sali oraz głośno krzyczała na pielęgniarkę.
-Gdzie jest moja córka?! Czy wy w ogóle umiecie dbać o swoich pacjentów?
"Piękne zachowanie matko! To nie jest wina tej pielęgniarki, ale oczywiście całą złość wyładowujesz na niewinnej osobie. Teraz już wiem po kim odziedziczyłam samolubność."
Automatycznie chwyciłam za drzwi, które skrzypnęły lekko, a wtedy każda z nich spojrzała na mnie. Matka poczuła ulgę przeplataną ze złością, a w oczach pielęgniarki dostrzegłam poirytowanie. Zdecydowałam się zignorować je obydwie, a swoje sarkastyczne myśli zachowałam dla siebie.
W ciszy przeszłam obok nich i usadowiłam się na szpitalnym łóżku. Odstawiłam przenośny sprzęt lekarski, podłączyłam się do stałych aparatur, spróbowałam się odprężyć i nie zwracać uwagi na niewygodny materac. W myślach już wyobrażałam sobie bezcenną minę matki na moje zachowanie. No cóż, do tej pory byłam jej grzeczną, malutką córeczką, która słuchała każdego jej słowa. Nigdy więcej! Może i wypadek mnie zmienił, ale nie będę się czuła z tego powodu winna. Niby za co?
*4 dni później*
Perspektywa Nicka
Dalej nie mogę przestać myśleć o dziewczynie w szpitalnym fartuchu, która odwiedziła mnie kilka dni temu. W głębi serca czułem, że skądś ją znam. Jednak nic więcej nie wskórałem. Co prawda potraktowałem ją zbyt oschle, ale szczerze powiedziawszy nie miałem tego dnia ochoty na pogaduszki. Próbowałem i nadal próbuję pozbierać swoje myśli do kupy, ale nic z tego. Jako, że obudziłem się półtorej tygodnia wcześniej, po długotrwałej śpiączce, którą jak twierdzi mój psycholog spowodowana była wstrząsającym wypadkiem samochodowym - nie pamiętam nic
z tamtego feralnego dnia, a tym bardziej z mojego dotychczasowego życia. Początkowo lekarze myśleli, że doświadczyłem szoku powypadkowego, a mój mózg przyswaja myśli po długiej nieobecności. Jednak stało się, jak stało. Do tej pory nic się nie zmieniło, codziennie po dwie godziny odbywam sesję z psychologiem oraz staram się na "nowo" poznawać swoją rodzinę. Moja matka nazywa się Ofelia, ojciec opuścił nas jak byłem mały i mam troje braci: Matty'ego, Lucasa
i Christiana. Matt jest na 2 roku studiów, a Lucas i Christian uczą się w liceum, Dowiedziałem się też kilka rzeczy o sobie - w czerwcu ukończyłem 4-letnią naukę w liceum, mam 19 lat, uwielbiam wysiłek fizyczny, grałem w football, nie miałem dziewczyny. Miałem udać się do college'u, grać
w koszykówkę dla niebieskich diabłów w Duke, ale po wypadku nie ma na to szans. A przynajmniej póki co. Słuchanie tego wszystkiego, każdego skrawku mojego życia przynosiło mi wielki ból.
Z jednej strony mogłem teraz zacząć odbudowywać siebie "na nowo" jak to wiele osób ma
w zamiarze po liceum, ku dorosłemu życiu, to cholernie fascynujące, ale wiem, że oddałbym wszystko za pamięć, choćby o własnej rodzinie. Ich grymas na twarzy, kiedy usiłują mi wbić do głowy coś, co jeszcze kilka miesięcy temu znałem bez najmniejszego problemu, sprawia, że czują się źle, tak samo jak ja. Próbują to demaskować, ale średnio im to wychodzi. Wiem, że są dobrymi ludźmi i nie zasługują na taki los. Dlatego postaram się zrobić wszystko co w mojej mocy, aby zabrać im choć część tego koszmaru. Jednak lekarz zapowiedział, że to może być niemożliwe. Co dziwne, moja przypadłość jest bardzo rzadka i skomplikowana. Poinformowano mnie, że w moim mózgu nadal znajdują się wszystkie podstawowe elementy nauki, jak liczenie, umiejętność pisania, czytania, rozpoznawanie kolorów, pór roku itp. Ale nie pamiętam nikogo, kto był obecny w moim życiu, choćby przez sekundę. To jest naprawdę frustrujące.
W każdym razie oprócz walki o swoją świadomość, obiecałem sobie, że odnajdę tą przestraszoną, wychudzoną dziewczynę, która co chwile pojawia się w mojej głowie. Przeproszę ją za swoje zachowanie i spróbuję ją poznać. Domyśliłem się, że ją znałem, po sposobie jaki próbowała mi się przedstawić. Co jednak ta cała Jess robi w szpitalu w tym samym czasie co ja? Zarówno rodzina jak
i lekarze przekonują mnie, że całe to wydarzenie było wypadkiem, o innych rzeczach milczą albo mnie zbywają. Jedynie moja matka powiedziała, że zasłabłem przed kierownicą, a w samochodzie nie było ze mną nikogo. Czy jednak mówi prawdę? Czy mogę jej ufać? Nie znam nikogo z mojej rodziny. Nie wiem nawet czy naprawdę wiążą nas więzy krwi. Nic nie wiem.
Perspektywa Jessici
Kolejny dzień ignoruję moją matkę. Kobieta nie naciska, wydaję mi się, że wie dlaczego odsuwam ją od siebie. Pewnie poinformowali ją o mojej wizycie u Nicka. Ale i tak codziennie muszę patrzeć na jej twarz. Nie odzywa się do mnie, ale przychodzi dzień w dzień doprowadzając mnie tym do szału. Pojawia się w tym samym czasie kiedy zaczynają się godziny odwiedzin, a wychodzi na sam koniec. Czasami też wpadają Emma z Danielem oraz Nina, która bardzo rozpogodziła się od mojego przebudzenia. Zauważyłam, że każde z nich odeszło z mrocznych zakątków swojej duszy, które ogarnęły ich podczas mojej nieobecności. Dobrze wiem co się z nimi stało, ale póki co nikomu nie zdradziłam tego, co przeżyłam będąc w śpiączce. Za to bardzo cieszyły mnie ich wizyty, przynajmniej mogłam oderwać się od patrzenia na matkę. W głębi duszy na prawdę jest mi jej szkoda, wiem, że zrobiła to pewnie aby mnie "chronić", jednak nie ma na to wymówki i usprawiedliwienia. Jestem już dorosła i powinnam sama o tym decydować. Póki co nie zamierzam się z nią godzić, jedynie odliczam czas do wyjścia ze szpitala. Planowaną datą jest koniec października, czyli jeszcze tydzień. W ostatnim czasie mój stan polepszył się na tyle, że lekarze pozwolili mi na krótkie spacery po szpitalu, bądź wyjątkowo do pobliskiego ogródka. Któregoś ze słonecznych dni ujrzałam na ogródku Nicka. Od mojej wizyty u niego myślałam o nim wiele i doszłam do pewnego wniosku. Po raz pierwszy nie był on samolubny. Zdecydowałam się trzymać od niego z daleka, nie wchodzić kolejny raz do jego życia. Już je zniszczyłam wystarczająco. Obiecałam sobie, że po kilku miesiącach terapii domowej i usadowieniu się ze swoim życiem przeprowadzę się do Niny, która miesza teraz w Nowym Jorku i studiuje w Columbii, na którą miałyśmy iść razem. Bardzo ją to zabolało, że musiała to odbyć sama, ale po jakimś czasie się zaaklimatyzowała, jednak wiernie czekała aż się wybudzę. W tajemnicy przed matką odbyłam na ten temat rozmowę z moim doktorem, który pochwalił ten pomysł. Mężczyzna uznał, że wypadek oraz śpiączka nie były dla mnie tak dotkliwe, ze nie umiałabym żyć teraz sama. Dodatkowo powiedział, że jeśli systematycznie będę odbywać rehabilitację oraz przychodzić na spotkania z psychologiem przez pięć miesięcy, będę mogła śmiało aplikować do Columbii. Z pozoru powinien to uzgodnić z moją matką, ale od miesiąca jestem już pełnoletnia, więc prawo nic takiego nie nakazuje. Byłam wniebowzięta! O wszystkim zamierzam poinformować moją rodzinę po wyjściu ze szpitala. Wiem, że pewnie będą zawiedzeni, ale ja koniecznie musiałam uciec z Orlando. Uciec od Nicka i tego fatalnego wydarzenia. Nie sądziłam, że będzie to trudniejsze niż się wydawało. I, że jest coś, co nie opuści mnie do końca życia - poczucie winy...
Na sam koniec chcę podziękować moim wszystkim fanom za wytrwałość w oczekiwaniu na nowy rozdział. Niestety masa nauki nie popłaca. Myślę, że do połowy czerwca wydam w takich okresach dwa rozdziały. W trakcie wakacji uważam, że pójdzie jak z płatka, bo będę w domu często. W każdym razie zobaczymy jak to się wszystko poukłada :)
Dodatkowo dedykuję ten rozdział mojemu kumplowi - Miłoszowi, który obchodził niedawno urodziny oraz jest moim wiernym korektorem. Dziękuję <3
z tamtego feralnego dnia, a tym bardziej z mojego dotychczasowego życia. Początkowo lekarze myśleli, że doświadczyłem szoku powypadkowego, a mój mózg przyswaja myśli po długiej nieobecności. Jednak stało się, jak stało. Do tej pory nic się nie zmieniło, codziennie po dwie godziny odbywam sesję z psychologiem oraz staram się na "nowo" poznawać swoją rodzinę. Moja matka nazywa się Ofelia, ojciec opuścił nas jak byłem mały i mam troje braci: Matty'ego, Lucasa
i Christiana. Matt jest na 2 roku studiów, a Lucas i Christian uczą się w liceum, Dowiedziałem się też kilka rzeczy o sobie - w czerwcu ukończyłem 4-letnią naukę w liceum, mam 19 lat, uwielbiam wysiłek fizyczny, grałem w football, nie miałem dziewczyny. Miałem udać się do college'u, grać
w koszykówkę dla niebieskich diabłów w Duke, ale po wypadku nie ma na to szans. A przynajmniej póki co. Słuchanie tego wszystkiego, każdego skrawku mojego życia przynosiło mi wielki ból.
Z jednej strony mogłem teraz zacząć odbudowywać siebie "na nowo" jak to wiele osób ma
w zamiarze po liceum, ku dorosłemu życiu, to cholernie fascynujące, ale wiem, że oddałbym wszystko za pamięć, choćby o własnej rodzinie. Ich grymas na twarzy, kiedy usiłują mi wbić do głowy coś, co jeszcze kilka miesięcy temu znałem bez najmniejszego problemu, sprawia, że czują się źle, tak samo jak ja. Próbują to demaskować, ale średnio im to wychodzi. Wiem, że są dobrymi ludźmi i nie zasługują na taki los. Dlatego postaram się zrobić wszystko co w mojej mocy, aby zabrać im choć część tego koszmaru. Jednak lekarz zapowiedział, że to może być niemożliwe. Co dziwne, moja przypadłość jest bardzo rzadka i skomplikowana. Poinformowano mnie, że w moim mózgu nadal znajdują się wszystkie podstawowe elementy nauki, jak liczenie, umiejętność pisania, czytania, rozpoznawanie kolorów, pór roku itp. Ale nie pamiętam nikogo, kto był obecny w moim życiu, choćby przez sekundę. To jest naprawdę frustrujące.
W każdym razie oprócz walki o swoją świadomość, obiecałem sobie, że odnajdę tą przestraszoną, wychudzoną dziewczynę, która co chwile pojawia się w mojej głowie. Przeproszę ją za swoje zachowanie i spróbuję ją poznać. Domyśliłem się, że ją znałem, po sposobie jaki próbowała mi się przedstawić. Co jednak ta cała Jess robi w szpitalu w tym samym czasie co ja? Zarówno rodzina jak
i lekarze przekonują mnie, że całe to wydarzenie było wypadkiem, o innych rzeczach milczą albo mnie zbywają. Jedynie moja matka powiedziała, że zasłabłem przed kierownicą, a w samochodzie nie było ze mną nikogo. Czy jednak mówi prawdę? Czy mogę jej ufać? Nie znam nikogo z mojej rodziny. Nie wiem nawet czy naprawdę wiążą nas więzy krwi. Nic nie wiem.
Perspektywa Jessici
Kolejny dzień ignoruję moją matkę. Kobieta nie naciska, wydaję mi się, że wie dlaczego odsuwam ją od siebie. Pewnie poinformowali ją o mojej wizycie u Nicka. Ale i tak codziennie muszę patrzeć na jej twarz. Nie odzywa się do mnie, ale przychodzi dzień w dzień doprowadzając mnie tym do szału. Pojawia się w tym samym czasie kiedy zaczynają się godziny odwiedzin, a wychodzi na sam koniec. Czasami też wpadają Emma z Danielem oraz Nina, która bardzo rozpogodziła się od mojego przebudzenia. Zauważyłam, że każde z nich odeszło z mrocznych zakątków swojej duszy, które ogarnęły ich podczas mojej nieobecności. Dobrze wiem co się z nimi stało, ale póki co nikomu nie zdradziłam tego, co przeżyłam będąc w śpiączce. Za to bardzo cieszyły mnie ich wizyty, przynajmniej mogłam oderwać się od patrzenia na matkę. W głębi duszy na prawdę jest mi jej szkoda, wiem, że zrobiła to pewnie aby mnie "chronić", jednak nie ma na to wymówki i usprawiedliwienia. Jestem już dorosła i powinnam sama o tym decydować. Póki co nie zamierzam się z nią godzić, jedynie odliczam czas do wyjścia ze szpitala. Planowaną datą jest koniec października, czyli jeszcze tydzień. W ostatnim czasie mój stan polepszył się na tyle, że lekarze pozwolili mi na krótkie spacery po szpitalu, bądź wyjątkowo do pobliskiego ogródka. Któregoś ze słonecznych dni ujrzałam na ogródku Nicka. Od mojej wizyty u niego myślałam o nim wiele i doszłam do pewnego wniosku. Po raz pierwszy nie był on samolubny. Zdecydowałam się trzymać od niego z daleka, nie wchodzić kolejny raz do jego życia. Już je zniszczyłam wystarczająco. Obiecałam sobie, że po kilku miesiącach terapii domowej i usadowieniu się ze swoim życiem przeprowadzę się do Niny, która miesza teraz w Nowym Jorku i studiuje w Columbii, na którą miałyśmy iść razem. Bardzo ją to zabolało, że musiała to odbyć sama, ale po jakimś czasie się zaaklimatyzowała, jednak wiernie czekała aż się wybudzę. W tajemnicy przed matką odbyłam na ten temat rozmowę z moim doktorem, który pochwalił ten pomysł. Mężczyzna uznał, że wypadek oraz śpiączka nie były dla mnie tak dotkliwe, ze nie umiałabym żyć teraz sama. Dodatkowo powiedział, że jeśli systematycznie będę odbywać rehabilitację oraz przychodzić na spotkania z psychologiem przez pięć miesięcy, będę mogła śmiało aplikować do Columbii. Z pozoru powinien to uzgodnić z moją matką, ale od miesiąca jestem już pełnoletnia, więc prawo nic takiego nie nakazuje. Byłam wniebowzięta! O wszystkim zamierzam poinformować moją rodzinę po wyjściu ze szpitala. Wiem, że pewnie będą zawiedzeni, ale ja koniecznie musiałam uciec z Orlando. Uciec od Nicka i tego fatalnego wydarzenia. Nie sądziłam, że będzie to trudniejsze niż się wydawało. I, że jest coś, co nie opuści mnie do końca życia - poczucie winy...
Na sam koniec chcę podziękować moim wszystkim fanom za wytrwałość w oczekiwaniu na nowy rozdział. Niestety masa nauki nie popłaca. Myślę, że do połowy czerwca wydam w takich okresach dwa rozdziały. W trakcie wakacji uważam, że pójdzie jak z płatka, bo będę w domu często. W każdym razie zobaczymy jak to się wszystko poukłada :)
Dodatkowo dedykuję ten rozdział mojemu kumplowi - Miłoszowi, który obchodził niedawno urodziny oraz jest moim wiernym korektorem. Dziękuję <3

Bardzo lubię jak akcja w książkach przenosi się do innego miasta, więc cieszy mnie to, że Jess się wyprowadzi. ;) Dobry też pomysł z pisaniem z perspektywy innej osoby w tym przypadku Nicka.
OdpowiedzUsuńNo to czekam cierpliwie na ciąg dalszy. :)
Też lubię jak akcja od czasu przenosi się do innego miejsca :D
UsuńW sumie o perspektywie Nicka myślałam już od początku, ale musiałam wpierw wprowadzić was w historię Jess.
Piąty rozdział niebawem :)
Czyli akcji z perspektywy Nicka będzie więcej ? ;)
UsuńA tak zapytam z innej beczki. :D Pisałaś, że jak skończy się szkoła to będziesz więcej pisać, a ja tak z czystej ciekawości zapytam, którą klasę kończysz ? :)
Tak, wraz z Jess będą przez pewien czas w innych miejscach, ale akcja z perspektywy Nicka będzie się pojawiała częściej, lecz nie zawsze.
UsuńKończę pierwszą klasę gimnazjum :>
O to fajnie. :D
UsuńPierwszą klasę gimnazjum ?? Nigdy bym nie pomyślała, że jesteś młodsza ode mnie o chyba 8 lat. A piszesz bardzo dobrze w tak młodym wieku to wróżę Ci w przyszłości napisania wielu książek i wydania ich, a ja z chęcią bym je kupiła. :)
dziękuję, to miłe czytać takie słowa :) jak kiedyś wydam książkę to pewnie dowiecie się pierwsi :D
UsuńNono świetny rozdział. Strasznie spodobał mi się opis na początku,m serio szacuneczek za niego jest świetny!
OdpowiedzUsuńTak jak Pani wyżej uwielbiam taką przeniesioną akcję i jestem ciekawa dalszego rozdziału, więc pisz szybko!
Świetna jesteś!
~ Julie
Ps. Zapraszam do siebie, miło by było jakbyś zajrzała:)
http://tworczosci-julie-tajemnicza.blogspot.com/
Dziękuję, postaram się wydać nowy rozdział na początku czerwca ;)
UsuńNa pewno zajrzę też do ciebie <3
zapraszam na nowe ff oo Dylanie i obsadzie teen wolfa http://www.wattpad.com/story/41242199-wrong-number będzie mi miło jak zajrzysz :)
OdpowiedzUsuń