Był dzień zakończenia liceum. Wiem, że zdałam szkołę średnią, a nawet miałam wrażenie,
że w mojej podświadomości ta informacja przychodzi mi z dużą satysfakcją. Kolejne co pamiętam, to impreza pożegnalna w luksusowym domu Mariny. O dziwo wiem też, że byłam na byłą przyjaciółkę przeraźliwie zła kiedy z obiecanej, małej domówki zrobiła się ogromna impreza, obejmująca pół osiedla. Ale jednak to dalej za mało, żeby się na nią śmiertelnie obrazić i udawać, że dziewczyna nie istnieje. Dodatkowo z wielkim bólem przychodzi mi wspomnienie rozmowy z Nickiem i powrót do domu. Byłam zadowolona a jednocześnie zasmucona, że chłopak tak późno zdecydował się wyjawić swoje uczucia. Jakoś nie chcę mi się wierzyć, że jego jedyną przeszkodą w tym była Marina.
W każdym razie powoli zaczynałam rozumieć, co mi się stało. Miałam w głowie najgorsze scenariusze i niestety jeden z nich się sprawdził. Kiedy skręcaliśmy z Nickiem do parku leśnego, prowadzącego do osiedla, na którym mieszkam przed nami niezauważalnie pojawił się na drodze ciemny szop. Zdołałam ledwie wykrzyknąć, żeby się zatrzymał, a wtedy nie panując nad sobą chwyciłam kierownicę i popełniłam najgorszy błąd swojego życia. Czy zrobiłam to dlatego, że widziałam spuszczone oczy Nicka i tłumaczyłam się tym, że chłopak nie zdążyłby cokolwiek zrobić? Jakąkolwiek miałam wymówkę na nic się to nie zdało albowiem potężnym hukiem uderzyliśmy
w pierwsze napotkane drzewo. Ciemność oraz silne poczucie winy, która chwilę potem mnie ogarnęło było przerażające... Co ja narobiłam?!
Nagle poczułam się jakbym obudziła się z trwającego całe wieki koszmaru. Miałam na sobie szpitalną piżamę, podłączona byłam do licznych przyrządów oraz oblana całymi stróżkami potu. Przez chwilę nie rozumiałam co się dzieję wokół mnie. Jednak po krótkim czasie wszystko czego doświadczyłam podczas "wycieczki" po mojej podświadomości powróciło jak ostry cios w serce. Pamiętam każde detale, wszystkie słowa mojej rodziny i przyjaciół. Każdy skrawek wydarzenia, które za pewnie usadowiło mnie tutaj. Na pewno nigdy się nie dowiem czy to była kara, nauczka
a może lekcja? W każdym razie to okropne doświadczenie. Obudziwszy się pierwsze co zrobiłam to strzeliłam sobie liścia w policzek. Dlaczego to zrobiłam? Ponieważ byłam samolubną suką. Podczas tego całego koszmaru myślałam tylko o sobie. To samo po przebudzeniu. Czy ja nie mam serca? Nawet nie wiem co się stało z Nickiem, a moje pierwsze myśli to martwienie się o samą siebie? Jestem bezczelna! Jednak bardziej okrutne było to, co zrobiłam w dzień wypadku. O czym ja myślałam? Wtedy drzwi prowadzące do mojej sali otworzyły się z silnym hukiem. Do niewielkiego pomieszczenia wkroczył dobrze zbudowany mężczyzna, ubrany w biały, lekarski fartuch. Szybko podszedł do mnie i zaczął wypytywać o mój stan zdrowia.
-Witaj Jessico. Jak się czujesz? Masz zawrotny głowy, mdłości albo problemy z poruszaniem się? -słowa były wymawiane bardzo szybko ale na szczęście zrozumiałam wszystko. Teraz byłam już stuprocentowo pewna, że to lekarzem.
-Nic mi nie jest. Ale chcę wiedzieć gdzie jest Nick Roux?! -musiałam w końcu przestać myśleć
o sobie. W głębi serca wciąż zależało mi chłopaku, którego poznałam 4 lata temu i zauroczyłam się
w nim.
-Przykro mi, ale nie czas na tego typu pogaduszki teraz. Moi zadaniem jest zadbanie o ciebie. -lekarz powiedział to z lekką irytacją przeplataną z piskiem w głosie.
-Czy coś mu się stało poważnego?! Proszę mi natychmiast powiedzieć co jest grane! -moje emocje aż krzyczały, a ja wyżywałam się na niewinnej osobie, która starała mi się pomóc. Ależ oczywiście, że to zrobiłam. W końcu jak zwykle zależało mi tylko na sobie. Wtedy wszystko ucichło i do pokoiku wpadła zadyszana kobieta. To była oczywiście moja mama. Kiedy po raz pierwszy od długiego czasu spojrzałam w jej piękne, ciemne oczy zauważyłam w nich łzy ale także dostrzegłam w nich iskrę radości. Zdążyłam tylko cichutko wydukać aby nie płakała, kiedy rzuciłyśmy się sobie w objęcia. Moja rodzicielka głaskała mnie po włosach i ciągle powtarzała z tym samym smutkiem:
-Oh Jess, moja słudziutka Jess. -te słowa działały na mnie niczym rozdzieranie od środka. Bolały jak cholera! W każdym razie teraz zamierzam się skupić na matce oraz Nicku i wyciągnąć od niej jakieś pożyteczne informacje.
-Tak mamo, to ja.-nie dokończywszy tego zdania wybuchłam brutalnym płaczem. Po chwili gdy ochłonęłam zaczęłam mówić dalej.
-Mogę wiedzieć co się stało z Nickiem? Co mi się stało? Mamusiu proszę, powiedz mi. Potrzebuję tego! Nawet nie wiesz jak mi ciężko z tą niewiedzą. -mój głos zmienił się w niewyraźną, pełną bólu paplaninę. Wtedy z całym wysiłkiem popatrzyłam szczerze w oczy mojej mamy i lekko poruszyłam ustami, które miały przypominać uśmiech, ponieważ czułam, że ulegnie temu. Nigdy nie lubiłam używać tego uroku na niej, jednak nie miałam wyboru. Musiałam się czegoś dowiedzieć.
-Słucha Jess póki co musisz w pełni wyzdrowieć. Jak wrócimy do domu wszystko ci opowiem. -głos matki był zdecydowanie zbyt stanowczy. Przeraziło mnie to.
-Ale mamo... -nie dała mi skończyć.
-Żadnego ale Jessico! Zrobimy tak jak mówię inaczej nie będzie. -praktycznie nawrzeszczała na mnie przy szpitalnym łóżku. Co się tu stało?!
Wtedy do pokoju wpadli Emma i Daniel. Mój brat lekko odciągnął mamę i poprosił ją aby wyszła na zewnątrz i poukładała sobie pewne sprawy. Pewnie słyszeli jak na mnie nakrzyczała. Wtedy autentycznie zaczęło mi jej być żal.
-Nie Daniel, niech nie wychodzi. Nie wiem co tu się stało, ale na pewno mama ma za sobą ciężkie dni. To był po prostu impuls. Dajcie jej spokój. -mówiłam łagodnym tonem, aby wyprostować sytuacje. Niestety nie poskutkowało.
-Zbyt intensywny impuls Jessico. Jesteś przykuta do łóżka, zaznałaś wiele, a ja na ciebie naskakuję zaraz po przebudzeniu. Twój brat ma rację, powinnam iść się przewietrzyć. -widziałam, że ukrywa swój smutek i jedynie udaje, że wszystko w porządku. W każdym razie opuściła szybko niewielki pokój i nastała strasznie długa i niezręczna cisza. Przełamała ją Emma.
-Siemaneczko śpiąca królewno. Trochę sobie pospałaś. Jak się czujesz? Jeśli potrzebujesz odpoczynku to daj znać. -nie dowierzałam w to co słyszę. Pomimo iż byłam jej siostrą, mała Ems nigdy nie zaczynała pierwsza rozmów i na dodatek żartowała w najlepsze, co w sumie miałam jej za dobre bo miałam już dosyć tej napiętej atmosfery. W każdym razie co jeszcze zmieniło się pod moją nieobecność?
-Tak czy siak, nie wiem czy wiesz Jess ale od wypadku minęło 5 miesięcy. Przez ten cały długi czas byłaś podłączona do przeróżny...-nie zdążyła nic już więcej powiedzieć, tylko zrzedła jej mina.
-5 MIESIĘCY?! O mój boże! Proszę Ems powiedz mi, że żartujesz w tym momencie.- czułam się
z tym głupio, że przerywam ale to kolejny, ciężki szok, który doświadczam. Wnet Emma tylko spuściła głowę i zauważyłam, że po poliku spłynęły jej łzy. Nagle do akcji wskoczył Daniel, który po konfrontacji z mamą stał się niezwykle cichy.
-Siostra nie dramatyzuj. To tylko pięć miesięcy. Nie przegapiłaś w sumie za dużo...-tutaj trochę się zająknął, ale nie miałam siły aby doszukiwać się szczegółów.
-Tylko pięć miesięcy? Wielkie mi pocieszenie, bracie. -zdobyłam się na lekki uśmiech. A razem ze mną uśmiechy ogarnęły twarze mojego rodzeństwa. Zrobiło mi się trochę cieplej na sercu. Wtedy, aby nie zmarnować okazji uważnie przyjrzałam się na przemian Emmie i Danielowi. Twarz mojego brata pokryta była lekkim zarostem, a włosy były trochę zapuszczone i lekko potargane oraz sprawiały, że ze spokojnego, malutkiego chłopczyka, którego pamiętam, Daniel zmienił się
w przystojnego mężczyznę. Zauważyłam także, że przybrał dużej muskulatury i mogę się założyć, że nie jedna dziewczyna w naszej pragnęła mojego młodszego braciszka. A no tak, byłej już szkole. Dalej nie mogę uwierzyć w to wszystko. Natomiast moja słodka, niewinna Ems ubrana była
w odważniejsze ciuchy niż te, które dotychczas nosiła. Miała na sobie obcisłą spódniczkę i do tego luźną, ale krótką koszulę. "Może trochę za krótką, co Emma?" -pomyślałam ze drwiną. Na twarzy miała delikatny makijaż, chociaż pamiętam jak zawsze przyglądając mi się narzekała, że nigdy nie założy tej okropnej "maski". Widocznie ludzie się zmieniają. Czy jednak było to spowodowane moją nieobecnością? Najbardziej w tym wszystkim zmartwiło mnie jednak, że zza ubrania mojej siostry dostrzegłam wystające żebra oraz obojczyki a jej kości policzkowe były tak widoczne, że przez chwilę nie poznałam swojej własnej siostrzyczki. Przestała jeść? Popadła w anoreksję? A może została bulimiczką, bo pamiętam, że od dawna mała uwielbiała jeść słodycze i różne smakołyki. Daniel niby mnie zapewniał, że nic mnie nie ominęło, ale to było widoczne już od początku, że każdy członek mojej rodziny zmienił się w wielu stopniach. Postanowiłam poruszyć ten temat, póki nie było matki i miałam jeszcze trochę siły.
-Nic mi nie jest, na prawdę. Czuję się jak nowo narodzona, co jest jeszcze bardziej ironiczne, kiedy patrzę na was. Co się dzieje Ems? -wtedy skierowałam swoje zmęczone oczy w kierunku siostry.
-Czemu tak mało jesz? Zanim odpowiesz, przemyśl wszystko. Pomimo iż nie było mnie przez 5 miesięcy. - te słowa z trudem przeszły mi przez gardło, ale musiałam być dzielna. -To wiesz, że znam cię na wylot. I nie trzeba być szczególnie inteligentnym, żeby zauważyć zmiany w twoim wyglądzie zewnętrznym. Jak już wyjdę z tej dziury, to obiecuję ci, że doprowadzimy cię do porządku. Bo nie jest przyjemnie patrzeć na wychodzoną, przygnębioną dziewczynę, która jakiś czas temu była moją, pełną radości siostrą. I nie zaprzeczaj mi tutaj! -to chyba były pierwsze słowa, które wypowiedziałam szczerze, bez skrupułów. Moja siostra już się nie odezwała, za to wylała jeszcze większe morze łez,
a ja ją utuliłam, jak to miałam w zwyczaju. Kiedy się uspokoiła skierowałam wzrok na Daniela.
-A ty co panie przystojny? Mogę się założyć, że już się do tego przyzwyczaiłeś bo wiele osób teraz tak na ciebie mówi. Nieźle przypakowałeś koleś! -by rozładować napięcie, kresem swoich sił uniosłam rękę i przybiłam z nim żółwika. -W każdym razie widzę, że przynajmniej starasz się utrzymać te kobietki w formie. Nie wychodzi ci to najlepiej, ale też nie jest źle. Jestem z ciebie dumna. -posłałam mu najszczerszy uśmiech, na jakiego było mnie stać i puściłam mu oczko.
-No wiesz siostra, pomimo iż mnie trochę uraziłaś, muszę się zgodzić, że masz rację. I jak zwykle, do wszystkiego. Witamy z powrotem. -dostałam odwzajemniony uśmiech i powoli dawałam sygnały, że słabnę. Zdążyłam tylko wydukać, żeby Emma z Danielem się trzymali, przeprosili i pozdrowili mamę. Po części nie chciałam już z nią rozmawiać, chciałam dać jej przestrzeń a z drugiej strony na prawdę byłam u kresu własnych sił. Oczy mi się zamykały. Nie sądziłam jak wiele energii zabiera mi zwykła rozmowa z rodzeństwem. Może jednak weźmy pod uwagę słowo "zwykła" - wrażeń były chyba aż nazbyt. Ale czy nie jest to normalne? W końcu wybudziłam się po pięciu miesiącach nieobecności. Bałam się jedynie, że jeśli zasnę znowu trafię do tego okropnego więzienia, jakim była moja własna podświadomość. Jednak w końcu zmęczenie wzięło górą. Ostatnie, co zrobiłam, to obiecałam sobie, że jutro porozmawiam szczerze z matką i dowiem się przede wszystkim co dokładnie się stało i gdzie jest Nick.
Dziś przywitały mnie intensywne promienie słońca. Okazało się, że spałam bite 14 godzin,
a gdy się obudziłam zauważyłam drzemiącą w fotelu matkę. Nie chciałam jej budzić, dlatego obróciłam się by wziąć łyk wody ze stolika, robiąc to najciszej jak potrafię. Niestety żaden dźwięk nie uszedł uwadze mojej mamy. Najwyraźniej miała nowe nawyki. Nim się odwróciłam, wzdrygnęłam się ze strachu bo kobieta już stała nade mną i poprawiała mi pościel. Krótko się przywitała i poinformowała, że zamówiła mi śniadanie. A właściwie to obiad, gdyż jak subtelnie zauważyła było już po godzinie 15. "Wiesz mamo, ale zegarkiem to ja jeszcze umiem się posługiwać, zwłaszcza, że wisi mi tuż nad nosem" -ostatnio cały czas w duchu ironizuje wszystko. Skąd takie zachowanie?
Gdy pielęgniarka przyszła z tym ohydnym, szpitalnym jedzeniem nie tknęłam ani łyżki. Nie dość, że śmierdziało jakby było przeterminowane chyba z tydzień, to jeszcze wygląd pozostawiał dużo do zażyczenia. W każdym razie moja matka próbowała mnie namówić na choćby kęs, ale nic z tego. Nie nalegała jednak, bo jak wspomniała - zna to uczucie. Poinformowała mnie, że pojedzie za chwilę do supermarketu i kupi coś smaczniejszego. W międzyczasie poszła jeszcze skorzystać z toalety. Kiedy zniknęła z pola widzenia zaczęłam myśleć o tym jak teraz wygląda nasza komunikacja. Czy będziemy się ograniczały tylko do krótkiej wymiany zdań? Czemu mi to robisz mamo? Kiedy wyszła z łazienki ukradkiem wytarłam płynące łzy. Dlaczego to wszystko musi tak boleć?! Na szczęście moja matka niczego nie zauważyła, a ja wymyśliłam także bardzo sprytny plan. Czując ból jedynie
psychiczny, a nie fizyczny zdecydowałam się odłączyć od tych wszystkich aparatur, a jedynie przyczepić kable do małego, przenośnego komputera na kółkach, który stał obok łóżka. Wiedziałam, że będzie to tam stało, gdyż chyba za dużo naoglądałam się Dr. House'a i Grey's Anatomy.
W każdym razie postanowiłam znaleźć salę Nicka, jako, że czułam, że nic nie wyciągnę od mamy. Muszę zdać się na siebie i mój wiele razy doceniony spryt. Nie robiąc zbyt dużego zamieszania, szybko opuściłam swój znienawidzony, szpitalny pokoik i ruszyłam na wycieczkę po szpitalu. Na szczęście każda z pielęgniarek była zajęta opatrywaniem grupki osób, która wlała się tłumem do szpitala. Możliwe, że mieli jakiś masowy wypadek. Nie chciałam jednak zaprzątać swojej głowy tym teraz. "Punkt dla mnie" -pomyślałam. Chodziłam od pokoju do pokoju wypatrując tej znajomej, przystojnej twarzy. Po 20 minutach dalej nie odniosłam sukcesu, mimo iż dokładnie przeszukałam aż 3 piętra budynku. Właśnie miałam zrezygnować, zwłaszcza, że za chwilę wróci mama i będzie się
o mnie martwić, kiedy dostrzegłam coś niewyobrażalnego. Na samym końcu sali zobaczyłam odosobniony pokój, który wydawał się jeszcze szarawy niż mój. Pośpiesznie zajrzałam przez szybę
i zobaczyłam bladego jak ściana Nicka, który przypięty był do jeszcze większej ilości sprzętów niż ja. Wyglądał przeraźliwie, ale nie miałam mu tego za złe, w końcu znajdowaliśmy się w nie najlepszym miejscu. Pomimo wszystko chłopak był przytomny i akurat rozmawiał z lekarzem. Czasami zdobywał się na uśmiech lecz nie robił tego tak często jak pamiętam. Było w nim coś takiego, czego nie mogę opisać. Nie wróżyło to jednak nic dobrego. Przerażona spotkaniem z nim odczekałam chwilę aż doktor wyjdzie z sali, ukrywając się w niewielkim składziku, ale na tyle wielkim by pomieścił mnie i mój "wózek" na kółkach. Kiedy usłyszałam oddalające się kroki na korytarzu, wypełzałam się z kryjówki. Z drżącymi rękami delikatnie nacisnęłam na klamkę, starając się nie hałasować za dużo. W tej chwili gdy weszłam do sali Nicka od razu wiedziałam, że popełniam błąd. Nie spodziewałam się, że to dopiero tam doświadczę swojego prawdziwego koszmaru.
Kiedy podeszłam do chłopaka, uśmiechając się do niego, uścisnęłam go za rękę i usiadłam przy krześle stojącym obok łóżka. Spróbowałam zacząć rozmowę, chociaż szerze nie wiedziałam co powiedzieć. Wtedy usłyszałam słowa, które zdecydowanie były najgorsze jakie kiedykolwiek usłyszę.
-Kim jesteś? -powiedział Nick zachrypniętym, cichutkim głosikiem.
Dziękuję za wyczekiwanie na nowy rozdział Wszystkim dziękuję z całego serca za obserwację i komentarze <3 Przychodzę też dzisiaj do was z poleceniem świetnego bloga pisanego przez kumpelę, zapraszam: http://against-the-world-ff.blogspot.com/
Oraz mam kilka reklam dla was ;)
Grupa dla fanów serialu Teen Wolf na fb:
https://www.facebook.com/groups/523449217754208/?fref=ts
https://www.facebook.com/groups/523449217754208/?fref=ts
Grupa dla fanów serialu Pretty Little Liars na fb:
https://www.facebook.com/groups/PLLPolska/?ref=browser
Grupa dla fanów serialu Eye Candy na fb:
https://www.facebook.com/groups/1516593081962660/?ref=browser
Grupa dla fanów seriali The Vampire Dairies&The Originals na fb:
https://www.facebook.com/groups/564070273718768/?ref=browser
Oraz jeszcze jedna grupa - fanów trylogii The Maze Runner:
https://www.facebook.com/groups/621920034568487/?ref=browser
https://www.facebook.com/groups/PLLPolska/?ref=browser
Grupa dla fanów serialu Eye Candy na fb:
https://www.facebook.com/groups/1516593081962660/?ref=browser
Grupa dla fanów seriali The Vampire Dairies&The Originals na fb:
https://www.facebook.com/groups/564070273718768/?ref=browser
Oraz jeszcze jedna grupa - fanów trylogii The Maze Runner:
https://www.facebook.com/groups/621920034568487/?ref=browser
Miłej majówki!

A już miałam pisać pytanie kiedy będzie kolejny rozdział, a tu niespodzianka. Jest! :D
OdpowiedzUsuńSuper zakończenie, które znowu będzie trzymać w napięciu do kolejnego rozdziału. :)
Jaki miły zbieg okoliczności :D
UsuńZakończenia to moja specjalność. Chociaż nigdy nie lubiłam tego typu zakończeń w książkach, ale teraz już rozumiem co chcieli przekazać nam autorzy. Że wszystko jest możliwe i akcja powinna trzymać w ciągłym napięciu, jeśli piszesz tego typu opowiadania :>
Gdzieś tam rzuciłaś mi się w oczy na grupie na fb z reklamą Twojego bloga, no to mówię, zajrzę sobie i a nóż nie będę miała kaca moralnego, że nie wkuwam do jutrzejszego kolokwium :P. W każdym razie nie przeliczyłam się, bardzo fajne opko, tak sympatycznie i lekko napisane. Jestem strasznie ciekawa co się dalej wydarzy i o co chodzi z tym wypadkiem dokładnie :/
OdpowiedzUsuńI zapraszam do siebie :D
http://rosalie-marcos.blogspot.com/
Nie jest to fan fiction, ale tematyką płatnych zabójców nawiązuje trochę do TW. :p
Miałam pytać kiedy rozdział wchodzę na fb i bbuja:))))))))))))))
OdpowiedzUsuńjest:)
Ale za tą końcówkę Cię zabiję.
Chcę next!
~ Julie
Zapraszam na nowy post;)
http://tworczosci-julie-tajemnicza.blogspot.com/2015/04/list-rozwiazac-musze-rozwiazac-plus.html
O matko, uwielbiam twoje opisy. Żadne zapchaj-dziury, najprawdziwsze OPISY. Mogłam przeżywać razem z bohaterami, a tego oczekuję od dobrego opowiadania! ^^
OdpowiedzUsuńWeny :3
I zapraszam do nas:
http://lovemeyourpsycholove.blogspot.com/