-Oh Jees, moja słodka Jees.-głos nieznajomej osoby wypełniony był bezsilnością i rozpaczą. -Ile bym dała byś się wybudziła. Cholerny wypadek! Jessicia wiesz, że bez ciebie sobie nie poradzę. Oh, słońce. -automatycznie poczułam ukłucie w sercu, kiedy moje imię było wymawiane co chwilę z tym smutkiem w głosie.
Nagle oprzytomniałam i doszłam do wniosku, że poznaję ten głos. Należał on do jednej z najważniejszych osób w moim życiu. Do mojej matki. Była ona cudowną kobietą, wiele w życiu przeszła. Razem mamy niesamowitą więź. Kobieta nigdy nie uciekała przede mną, wręcz przeciwnie. Codziennie dziękowałam Bogu za obdarzeniem mnie taką rodzicielką. Mogłam z nią pogadać dosłownie o wszystkim, po najnowsze plotki, ciche dni, na chłopakach skończywszy. Po jakiś kilku sekundach usłyszałam kolejny głos.
-Mamo, proszę cię. Nie możesz tu wiecznie siedzieć. Każdy z nas chciałby, żeby Jessica się wybudziła. Lekarz robi co w jego mocy, ale nic na to nie poradzimy. Musisz iść wypocząć i zjeść coś. Nie spuścimy jej z oka, obiecuję.
Dostałam kolejnego olśnienia. Gdziekolwiek się teraz znajdowałam, w pobliżu nie tylko znajdowała się moja mama ale także mój niewiele młodszy brat Daniel, a z nim pewnie także moja siostra, Emma. Chwilę przysłuchiwałam się ich niedokładnej wymianie zdań albowiem co chwilę wchodzili sobie w słowo. Jednak cała sytuacja zakończyła się wyznaczonym zamiarom Daniela - moja mama w końcu ustąpiła i usłyszałam zamykające się drzwi. Wtedy próbowałam coś powiedzieć, wykrzyczeć, że jestem tutaj, słucham moją rodzinę. Lecz wciąż ogarniała mnie pustka. Moje starania nie doszły do zamierzanych skutków, bowiem po wielu próbach znowu opłynęłam w daleką i ciemną otchłań. Ogarnęła mnie bezsilność, jakiej nigdy wcześniej nie doświadczyłam.
Obudziwszy się po raz kolejny zostałam przywitana cichutką melodyjką dobiegającą z gitary. Niestety dalej byłam ogarnięta mrokiem. Błądząc chwile po wspomnieniach przypomniałam sobie kto mógłby siedzieć i grać teraz obok mnie. Była to Nina. Urodzona artystka i szkolny prymus. Aktualnie grała kawałek "Say Something" co jakiś czas podkładając damski cover do piosenki. Przypominając sobie nasze wspólne chwile, zrozumiałam dlaczego gra akurat tę piosenkę. Jak się okazało obydwie ją uwielbiałyśmy za jej przekaz. Po krótkim czasie, który dla mnie wydawał się wiecznością muzyka ustała i nastała nieręczna cisza. Została przerwana szlochem i trochę niezrozumiałym bełkotaniem spowodowanym ciągłym płaczem.
-No kochana, chciałam ci tylko powiedzieć, że jestem w rozsypce - nie musiałam widzieć jej twarzy, żeby wiedzieć, że teraz spuściła głowę w dół i przyciągnęła do siebie nogi. Nawet usłyszałam szuranie krzesła, które przesuwało się wraz z ciałem przyjaciółki. -Nigdy byś się pewnie nie spodziewała, że popadnę w depresję prawda? Zawsze powtarzałaś jaka to ja dzielna, wytrzymała. Zwykle to miałaś rację. A teraz popatrz, sama mnie doprowadziłaś do takiego stanu. Ahm.. no tak, zapomniałam, że ty nie możesz zerknąć na mnie tymi swoimi pięknymi oczami. -teraz smutek zmieszany został z cichym wybuchem śmiechu.
Nie wiedziałam co myśleć. Nie wiem co się ze mną stało, albowiem tego mój mózg nie chciał przetworzyć. Nie wiem gdzie jestem, chociaż chciałabym tego teraz najbardziej. Najgorsze w tym wszystkim jest jednak ta cholerna bezsilność. To bolesne uczucie. Nie mogąc nic powiedzieć, nie mogąc nikogo pocieszyć, dać świadomość mojej obecności. Ile to potrwa? Wtedy Nina zaczęła kontynuować.
-Przeżyłyśmy razem tyle wspaniałych chwil od czasów piaskownicy, zawsze miałam wrażenie, że pomimo iż jest nas cała piątka, jeśli nie życzyłabyś sobie wliczanie Mariny, to my we dwie mamy najlepszy kontakt ze wszystkich. -na te wspomnienia się uśmiechnęłam, bo muszę przyznać przyjaciółce rację. Czułam to samo. Jednak teraz coś innego zaprzątnęło mi myśli. "Niewliczanie Mariny? A to ciekawe" - pomyślałam sobie w duchu. "Wiem kim jest Marina, ale za nic mój mózg nie chce mi powiedzieć dlaczego Nina miałaby ją odsuwać od naszej paczki." -kolejne uczucie bezsilności. "Ile jeszcze?! Dlaczego mój umysł musi być taki upierdliwy? Czy to jakaś kara, walka? ZA CO?!" -teraz moje emocje sięgnęły zenitu. Najchętniej wrzeszczałabym, rzucałabym się, chociaż nie widziałam w tym sensu. W końcu podróżowałam w jakimś zakątku mojej podświadomości, czymkolwiek to było.
-Tak więc jesteś najbliższą mi osobą w życiu. Kto będzie ze mną siedział "U Barry'ego" i popijał nasze tradycyjne, waniliowe shake'y? Kto przeprowadzi się ze mną do Nowego Jorku i będzie studiował na uniwersytecie Columbia? No kto?! - widzę, że nie tylko ja tu jestem bezsilna oraz rozdrażniona. Nina po raz kolejny rozpłakała się na całego. Aż w końcu usłyszałam całkiem nowy głos, najprawdopodobniej należący do mężczyzny.
-Godziny odwiedzin się skończyły, młoda damo. Prosimy o powrót jutro, w razie zmian w zdrowiu naszej pacjentki o wszystkim poinformujemy jej rodziców. -najwyraźniej musiał być to lekarz, albo pielęgniarz, skoro tak formalnie zwracał się do mojej przyjaciółki.
-Matki, proszę pana. Tylko matki. Jessica nie ma ojca. -grzecznie zwróciła mężczyźnie uwagę Nina. Pospiesznie też dodała, że już wychodzi. Pocałowawszy mnie w czoło, usłyszałam jeszcze głos drugiej osoby znajdującej się w pomieszczeniu prócz Niny.
-Bardzo przepraszam za pomyłkę. To się nie powtórzy.
-Nic się nie stało, po prostu jestem wrażliwa na takie rzeczy i tyle. To moja przyjaciółka. W każdym razie miłego wieczoru, do widzenia.
I wtedy drzwi się zamknęły i jak mniemam zostałam sama. Rozmyślając jeszcze przez chwilę, znowu odpłynęłam. Tym razem obiecałam sobie, że po raz ostatni. Zamierzam wygrać walkę z moją podświadomością.
Więc jest oto rozdział II. Mam nadzieję, że mój pomysł na ten wątek wam się spodoba :)
Chciałam też podziękować za wasze motywacyjne komentarze i już 3 obserwację!
Zapraszam także na serialową grupę, znajdującą się na facebook'u gdzie zareklamowałam także swojego bloga i będę tam dodawać linki do nowych rozdziałów (LINK: https://www.facebook.com/groups/324671851059003). Jeżeli jednak zobaczyłeś/aś link do mojego bloga na stronie bądź innej grupie - bez obaw, tam też pojawią się linki.
Życzę miłego weekendu oraz powodzenia gimnazjalistom na sprawdzianie.
Do usłyszenia! :)
-No kochana, chciałam ci tylko powiedzieć, że jestem w rozsypce - nie musiałam widzieć jej twarzy, żeby wiedzieć, że teraz spuściła głowę w dół i przyciągnęła do siebie nogi. Nawet usłyszałam szuranie krzesła, które przesuwało się wraz z ciałem przyjaciółki. -Nigdy byś się pewnie nie spodziewała, że popadnę w depresję prawda? Zawsze powtarzałaś jaka to ja dzielna, wytrzymała. Zwykle to miałaś rację. A teraz popatrz, sama mnie doprowadziłaś do takiego stanu. Ahm.. no tak, zapomniałam, że ty nie możesz zerknąć na mnie tymi swoimi pięknymi oczami. -teraz smutek zmieszany został z cichym wybuchem śmiechu.
Nie wiedziałam co myśleć. Nie wiem co się ze mną stało, albowiem tego mój mózg nie chciał przetworzyć. Nie wiem gdzie jestem, chociaż chciałabym tego teraz najbardziej. Najgorsze w tym wszystkim jest jednak ta cholerna bezsilność. To bolesne uczucie. Nie mogąc nic powiedzieć, nie mogąc nikogo pocieszyć, dać świadomość mojej obecności. Ile to potrwa? Wtedy Nina zaczęła kontynuować.
-Przeżyłyśmy razem tyle wspaniałych chwil od czasów piaskownicy, zawsze miałam wrażenie, że pomimo iż jest nas cała piątka, jeśli nie życzyłabyś sobie wliczanie Mariny, to my we dwie mamy najlepszy kontakt ze wszystkich. -na te wspomnienia się uśmiechnęłam, bo muszę przyznać przyjaciółce rację. Czułam to samo. Jednak teraz coś innego zaprzątnęło mi myśli. "Niewliczanie Mariny? A to ciekawe" - pomyślałam sobie w duchu. "Wiem kim jest Marina, ale za nic mój mózg nie chce mi powiedzieć dlaczego Nina miałaby ją odsuwać od naszej paczki." -kolejne uczucie bezsilności. "Ile jeszcze?! Dlaczego mój umysł musi być taki upierdliwy? Czy to jakaś kara, walka? ZA CO?!" -teraz moje emocje sięgnęły zenitu. Najchętniej wrzeszczałabym, rzucałabym się, chociaż nie widziałam w tym sensu. W końcu podróżowałam w jakimś zakątku mojej podświadomości, czymkolwiek to było.
-Tak więc jesteś najbliższą mi osobą w życiu. Kto będzie ze mną siedział "U Barry'ego" i popijał nasze tradycyjne, waniliowe shake'y? Kto przeprowadzi się ze mną do Nowego Jorku i będzie studiował na uniwersytecie Columbia? No kto?! - widzę, że nie tylko ja tu jestem bezsilna oraz rozdrażniona. Nina po raz kolejny rozpłakała się na całego. Aż w końcu usłyszałam całkiem nowy głos, najprawdopodobniej należący do mężczyzny.
-Godziny odwiedzin się skończyły, młoda damo. Prosimy o powrót jutro, w razie zmian w zdrowiu naszej pacjentki o wszystkim poinformujemy jej rodziców. -najwyraźniej musiał być to lekarz, albo pielęgniarz, skoro tak formalnie zwracał się do mojej przyjaciółki.
-Matki, proszę pana. Tylko matki. Jessica nie ma ojca. -grzecznie zwróciła mężczyźnie uwagę Nina. Pospiesznie też dodała, że już wychodzi. Pocałowawszy mnie w czoło, usłyszałam jeszcze głos drugiej osoby znajdującej się w pomieszczeniu prócz Niny.
-Bardzo przepraszam za pomyłkę. To się nie powtórzy.
-Nic się nie stało, po prostu jestem wrażliwa na takie rzeczy i tyle. To moja przyjaciółka. W każdym razie miłego wieczoru, do widzenia.
I wtedy drzwi się zamknęły i jak mniemam zostałam sama. Rozmyślając jeszcze przez chwilę, znowu odpłynęłam. Tym razem obiecałam sobie, że po raz ostatni. Zamierzam wygrać walkę z moją podświadomością.
Więc jest oto rozdział II. Mam nadzieję, że mój pomysł na ten wątek wam się spodoba :)
Chciałam też podziękować za wasze motywacyjne komentarze i już 3 obserwację!
Zapraszam także na serialową grupę, znajdującą się na facebook'u gdzie zareklamowałam także swojego bloga i będę tam dodawać linki do nowych rozdziałów (LINK: https://www.facebook.com/groups/324671851059003). Jeżeli jednak zobaczyłeś/aś link do mojego bloga na stronie bądź innej grupie - bez obaw, tam też pojawią się linki.
Życzę miłego weekendu oraz powodzenia gimnazjalistom na sprawdzianie.
Do usłyszenia! :)
Jest naprawdę fajnie. :) Akcja się powoli rozwija, ale jest okey. Jedyne moje uwagi to może by tak spróbować wydłużyć rozdziały? i powiększyć trochę czcionkę, żeby było lepiej czytać? to tylko moje luźne propozycje. ;)
OdpowiedzUsuńweny życzę i czekam na nexta! ^^
ps. trzymaj kciuki od wtorku do czwartku! :)
Dziękuję najmocniej. Sugestie wzięte pod uwagę - czcionka została powiększona, mam nadzieję, że teraz jest dobrze. Co do długości rozdziałów to czasem po prostu wybieram taki moment, w którym najlepiej mi skończyć. Ale teraz głównie piszę takie krótkie ze względu na szkołę, dużo nauki itd. Mam też wiele zajęć poza lekcyjnych więc terminy mnie gonią.
UsuńAle trzymając jednocześnie za was kciuki od wtorku do czwartku zamierzam popracować nad czymś dłuższym :) W majówkę też może uda mi się coś wyskubać jak nie wyjadę gdzieś, gdzie nie będę mieć dostępu do laptopa :>
Dziękuję za wszystkie miłe słowa :>
Jaki wspaniały rozdział<33333. Tyle emocji. To jest straszne, co potrafi robić z nami śpiączka. Dla mnie idealnie opisałaś emocje bohaterki. Jej ciągła walka o wybudzenie jest wspaniała. Nie poddaje się. Ale najgorsze jest to, że nie może dać żadnego znaku, że ich słyszy :<.
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejny z potężną niecierpliwością!!
Pozdrawiam :**
http://palace-to-crumble.blogspot.com/
Dziękuję :D Emocje to były podstawowym elementem tego rozdziału :)
UsuńA kontynuacja będzie za jakiś czas, na pewno się doczekamy :D
Strasznie uczuciowy ten rozdział, trzymam kciuki, że JEssica wygra ze swoją podświadomością. Szkoda mi też Niny, ciężko jest patrzeć na swoją przyjaciółkę w takim stanie... Eh, ciekawe co z Nickiem :)
OdpowiedzUsuńDodaję do obserwowanych i zapraszam do siebie, jeśli masz ochotę :)
Uczuciowe wrażenia to był ostatnio główny zamiar mojego pisania.
UsuńCiekawe, ciekawe ale wszystko się wyjaśni w najbliższym czasie :)
Ja też obserwuję :>
Świetny rozdział! Jestem z Aleksandrą byś pisała je dłuższe! Bo aż chce się więcej xd
OdpowiedzUsuńBardzo fajny blog, jestem tu nowa, ale na pewno zostanę na dłużej, obserwuję!
~ Julie
Ps. Zapraszam na mojego bloga z opowiadaniem o Dylanie;) http://tworczosci-julie-tajemnicza.blogspot.com/2015/04/rozdzia-drugi-anastasia-i-grey-w-akcji.html#comment-form
Dziękuję za takie miłe słowa. Dłuższy rozdział właśnie się tworzy;)
UsuńTwój blog też bardzo fajny.