poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Rozdział III

        Urywki wspomnień, ciche głosy dochodzące w oddali, zamazane chwile z mojego życia - tym razem zostałam zupełnie inaczej powitana po rzekomym "przebudzeniu". Tak na prawdę dalej nie rozumiem o co w tym wszystkim chodzi. Ale się nie poddaję, próbuję sobie wszystko poukładać od nowa. Na początek decyduję się na przypomnieć ostatniej chwili, którą zapamiętałam za życia. Zmotywowałam mój mózg silnym wysiłkiem, aż w końcu się udało. Byłam dumna z siebie za to odkrycie.
      Był dzień zakończenia liceum. Wiem, że zdałam szkołę średnią, a nawet miałam wrażenie,
że w mojej podświadomości ta informacja przychodzi mi z dużą satysfakcją. Kolejne co pamiętam, to impreza pożegnalna w luksusowym domu Mariny. O dziwo wiem też, że byłam na byłą przyjaciółkę przeraźliwie zła kiedy z obiecanej, małej domówki zrobiła się ogromna impreza, obejmująca pół osiedla. Ale jednak to dalej za mało, żeby się na nią śmiertelnie obrazić i udawać, że dziewczyna nie istnieje. Dodatkowo z wielkim bólem przychodzi mi wspomnienie rozmowy z Nickiem i powrót do domu. Byłam zadowolona a jednocześnie zasmucona, że chłopak tak późno zdecydował się wyjawić swoje uczucia. Jakoś nie chcę mi się wierzyć, że jego jedyną przeszkodą w tym była Marina.
W każdym razie powoli zaczynałam rozumieć, co mi się stało. Miałam w głowie najgorsze scenariusze i niestety jeden z nich się sprawdził. Kiedy skręcaliśmy z Nickiem do parku leśnego, prowadzącego do osiedla, na którym mieszkam przed nami niezauważalnie pojawił się na drodze ciemny szop. Zdołałam ledwie wykrzyknąć, żeby się zatrzymał, a wtedy nie panując nad sobą chwyciłam kierownicę i popełniłam najgorszy błąd swojego życia. Czy zrobiłam to dlatego, że widziałam spuszczone oczy Nicka i tłumaczyłam się tym, że chłopak nie zdążyłby cokolwiek zrobić? Jakąkolwiek miałam wymówkę na nic się to nie zdało albowiem potężnym hukiem uderzyliśmy
w pierwsze napotkane drzewo. Ciemność oraz silne poczucie winy, która chwilę potem mnie ogarnęło było przerażające... Co ja narobiłam?!
       






            Nagle poczułam się jakbym obudziła się z trwającego całe wieki koszmaru. Miałam na sobie szpitalną piżamę, podłączona byłam do licznych przyrządów oraz oblana całymi stróżkami potu. Przez chwilę nie rozumiałam co się dzieję wokół mnie. Jednak po krótkim czasie wszystko czego doświadczyłam podczas "wycieczki" po mojej podświadomości powróciło jak ostry cios w serce. Pamiętam każde detale, wszystkie słowa mojej rodziny i przyjaciół. Każdy skrawek wydarzenia, które za pewnie usadowiło mnie tutaj. Na pewno nigdy się nie dowiem czy to była kara, nauczka
a może lekcja? W każdym razie to okropne doświadczenie. Obudziwszy się pierwsze co zrobiłam to strzeliłam sobie liścia w policzek. Dlaczego to zrobiłam? Ponieważ byłam samolubną suką. Podczas tego całego koszmaru myślałam tylko o sobie. To samo po przebudzeniu. Czy ja nie mam serca? Nawet nie wiem co się stało z Nickiem, a moje pierwsze myśli to martwienie się o samą siebie? Jestem bezczelna! Jednak bardziej okrutne było to, co zrobiłam w dzień wypadku. O czym ja myślałam? Wtedy drzwi prowadzące do mojej sali otworzyły się z silnym hukiem. Do niewielkiego pomieszczenia wkroczył dobrze zbudowany mężczyzna, ubrany w biały, lekarski fartuch. Szybko podszedł do mnie i zaczął wypytywać o mój stan zdrowia.
-Witaj Jessico. Jak się czujesz? Masz zawrotny głowy, mdłości albo problemy z poruszaniem się? -słowa były wymawiane bardzo szybko ale na szczęście zrozumiałam wszystko. Teraz byłam już stuprocentowo pewna, że to lekarzem.
-Nic mi nie jest. Ale chcę wiedzieć gdzie jest Nick Roux?! -musiałam w końcu przestać myśleć
o sobie. W głębi serca wciąż zależało mi chłopaku, którego poznałam 4 lata temu i zauroczyłam się
w nim.
-Przykro mi, ale nie czas na tego typu pogaduszki teraz. Moi zadaniem jest zadbanie o ciebie. -lekarz powiedział to z lekką irytacją przeplataną z piskiem w głosie.
-Czy coś mu się stało poważnego?! Proszę mi natychmiast powiedzieć co jest grane! -moje emocje aż krzyczały, a ja wyżywałam się na niewinnej osobie, która starała mi się pomóc. Ależ oczywiście, że to zrobiłam. W końcu jak zwykle zależało mi tylko na sobie. Wtedy wszystko ucichło i do pokoiku wpadła zadyszana kobieta. To była oczywiście moja mama. Kiedy po raz pierwszy od długiego czasu spojrzałam w jej piękne, ciemne oczy zauważyłam w nich łzy ale także dostrzegłam w nich iskrę radości. Zdążyłam tylko cichutko wydukać aby nie płakała, kiedy rzuciłyśmy się sobie w objęcia. Moja rodzicielka głaskała mnie po włosach i ciągle powtarzała z tym samym smutkiem:
-Oh Jess, moja słudziutka Jess. -te słowa działały na mnie niczym rozdzieranie od środka. Bolały jak cholera! W każdym razie teraz zamierzam się skupić na matce oraz Nicku i wyciągnąć od niej jakieś pożyteczne informacje.
-Tak mamo, to ja.-nie dokończywszy tego zdania wybuchłam brutalnym płaczem. Po chwili gdy ochłonęłam zaczęłam mówić dalej.
-Mogę wiedzieć co się stało z Nickiem? Co mi się stało? Mamusiu proszę, powiedz mi. Potrzebuję tego! Nawet nie wiesz jak mi ciężko z tą niewiedzą. -mój głos zmienił się w niewyraźną, pełną bólu paplaninę. Wtedy z całym wysiłkiem popatrzyłam szczerze w oczy mojej mamy i lekko poruszyłam ustami, które miały przypominać uśmiech, ponieważ czułam, że ulegnie temu. Nigdy nie lubiłam używać tego uroku na niej, jednak nie miałam wyboru. Musiałam się czegoś dowiedzieć.
-Słucha Jess póki co musisz w pełni wyzdrowieć. Jak wrócimy do domu wszystko ci opowiem. -głos matki był zdecydowanie zbyt stanowczy. Przeraziło mnie to.
-Ale mamo... -nie dała mi skończyć.
-Żadnego ale Jessico! Zrobimy tak jak mówię inaczej nie będzie. -praktycznie nawrzeszczała na mnie przy szpitalnym łóżku. Co się tu stało?!
Wtedy do pokoju wpadli Emma i Daniel. Mój brat lekko odciągnął mamę i poprosił ją aby wyszła na zewnątrz i poukładała sobie pewne sprawy. Pewnie słyszeli jak na mnie nakrzyczała. Wtedy autentycznie zaczęło mi jej być żal.
-Nie Daniel, niech nie wychodzi. Nie wiem co tu się stało, ale na pewno mama ma za sobą ciężkie dni. To był po prostu impuls. Dajcie jej spokój. -mówiłam łagodnym tonem, aby wyprostować sytuacje. Niestety nie poskutkowało.
-Zbyt intensywny impuls Jessico. Jesteś przykuta do łóżka, zaznałaś wiele, a ja na ciebie naskakuję zaraz po przebudzeniu. Twój brat ma rację, powinnam iść się przewietrzyć. -widziałam, że ukrywa swój smutek i jedynie udaje, że wszystko w porządku. W każdym razie opuściła szybko niewielki pokój i nastała strasznie długa i niezręczna cisza. Przełamała ją Emma.
-Siemaneczko śpiąca królewno. Trochę sobie pospałaś. Jak się czujesz? Jeśli potrzebujesz odpoczynku to daj znać. -nie dowierzałam w to co słyszę. Pomimo iż byłam jej siostrą, mała Ems nigdy nie zaczynała pierwsza rozmów i na dodatek żartowała w najlepsze, co w sumie miałam jej za dobre bo miałam już dosyć tej napiętej atmosfery. W każdym razie co jeszcze zmieniło się pod moją nieobecność?
-Tak czy siak, nie wiem czy wiesz Jess ale od wypadku minęło 5 miesięcy. Przez ten cały długi czas byłaś podłączona do przeróżny...-nie zdążyła nic już więcej powiedzieć, tylko zrzedła jej mina.
-5 MIESIĘCY?! O mój boże! Proszę Ems powiedz mi, że żartujesz w tym momencie.- czułam się
z tym głupio, że przerywam ale to kolejny, ciężki szok, który doświadczam. Wnet Emma tylko spuściła głowę i zauważyłam, że po poliku spłynęły jej łzy. Nagle do akcji wskoczył Daniel, który po konfrontacji z mamą stał się niezwykle cichy.
-Siostra nie dramatyzuj. To tylko pięć miesięcy. Nie przegapiłaś w sumie za dużo...-tutaj trochę się zająknął, ale nie miałam siły aby doszukiwać się szczegółów.
-Tylko pięć miesięcy? Wielkie mi pocieszenie, bracie. -zdobyłam się na lekki uśmiech. A razem ze mną uśmiechy ogarnęły twarze mojego rodzeństwa. Zrobiło mi się trochę cieplej na sercu. Wtedy, aby nie zmarnować okazji uważnie przyjrzałam się na przemian Emmie i Danielowi. Twarz mojego brata pokryta była lekkim zarostem, a włosy były trochę zapuszczone i lekko potargane oraz sprawiały, że ze spokojnego, malutkiego chłopczyka, którego pamiętam, Daniel zmienił się
w przystojnego mężczyznę. Zauważyłam także, że przybrał dużej muskulatury i mogę się założyć, że nie jedna dziewczyna w naszej pragnęła mojego młodszego braciszka. A no tak, byłej już szkole. Dalej nie mogę uwierzyć w to wszystko. Natomiast moja słodka, niewinna Ems ubrana była
w odważniejsze ciuchy niż te, które dotychczas nosiła. Miała na sobie obcisłą spódniczkę i do tego luźną, ale krótką koszulę. "Może trochę za krótką, co Emma?" -pomyślałam ze drwiną. Na twarzy miała delikatny makijaż, chociaż pamiętam jak zawsze przyglądając mi się narzekała, że nigdy nie założy tej okropnej "maski". Widocznie ludzie się zmieniają. Czy jednak było to spowodowane moją nieobecnością? Najbardziej w tym wszystkim zmartwiło mnie jednak, że zza ubrania mojej siostry dostrzegłam wystające żebra oraz obojczyki a jej kości policzkowe były tak widoczne, że przez chwilę nie poznałam swojej własnej siostrzyczki. Przestała jeść? Popadła w anoreksję? A może została bulimiczką, bo pamiętam, że od dawna mała uwielbiała jeść słodycze i różne smakołyki. Daniel niby mnie zapewniał, że nic mnie nie ominęło, ale to było widoczne już od początku, że każdy członek mojej rodziny zmienił się w wielu stopniach. Postanowiłam poruszyć ten temat, póki nie było matki i miałam jeszcze trochę siły.
-Nic mi nie jest, na prawdę. Czuję się jak nowo narodzona, co jest jeszcze bardziej ironiczne, kiedy patrzę na was. Co się dzieje Ems? -wtedy skierowałam swoje zmęczone oczy w kierunku siostry.
-Czemu tak mało jesz? Zanim odpowiesz, przemyśl wszystko. Pomimo iż nie było mnie przez 5 miesięcy. - te słowa z trudem przeszły mi przez gardło, ale musiałam być dzielna. -To wiesz, że znam cię na wylot. I nie trzeba być szczególnie inteligentnym, żeby zauważyć zmiany w twoim wyglądzie zewnętrznym. Jak już wyjdę z tej dziury, to obiecuję ci, że doprowadzimy cię do porządku. Bo nie jest przyjemnie patrzeć na wychodzoną, przygnębioną dziewczynę, która jakiś czas temu była moją, pełną radości siostrą. I nie zaprzeczaj mi tutaj! -to chyba były pierwsze słowa, które wypowiedziałam szczerze, bez skrupułów. Moja siostra już się nie odezwała, za to wylała jeszcze większe morze łez,
a ja ją utuliłam, jak to miałam w zwyczaju. Kiedy się uspokoiła skierowałam wzrok na Daniela.
-A ty co panie przystojny? Mogę się założyć, że już się do tego przyzwyczaiłeś bo wiele osób teraz tak na ciebie mówi. Nieźle przypakowałeś koleś! -by rozładować napięcie, kresem swoich sił uniosłam rękę i przybiłam z nim żółwika. -W każdym razie widzę, że przynajmniej starasz się utrzymać te kobietki w formie. Nie wychodzi ci to najlepiej, ale też nie jest źle. Jestem z ciebie dumna. -posłałam mu najszczerszy uśmiech, na jakiego było mnie stać i puściłam mu oczko.
-No wiesz siostra, pomimo iż mnie trochę uraziłaś, muszę się zgodzić, że masz rację. I jak zwykle, do wszystkiego. Witamy z powrotem. -dostałam odwzajemniony uśmiech i powoli dawałam sygnały, że słabnę. Zdążyłam tylko wydukać, żeby Emma z Danielem się trzymali, przeprosili i pozdrowili mamę. Po części nie chciałam już z nią rozmawiać, chciałam dać jej przestrzeń a z drugiej strony na prawdę byłam u kresu własnych sił. Oczy mi się zamykały. Nie sądziłam jak wiele energii zabiera mi zwykła rozmowa z rodzeństwem. Może jednak weźmy pod uwagę słowo "zwykła" - wrażeń były chyba aż nazbyt. Ale czy nie jest to normalne? W końcu wybudziłam się po pięciu miesiącach nieobecności. Bałam się jedynie, że jeśli zasnę znowu trafię do tego okropnego więzienia, jakim była moja własna podświadomość. Jednak w końcu zmęczenie wzięło górą. Ostatnie, co zrobiłam, to obiecałam sobie, że jutro porozmawiam szczerze z matką i dowiem się przede wszystkim co dokładnie się stało i gdzie jest Nick.

            Dziś przywitały mnie intensywne promienie słońca. Okazało się, że spałam bite 14 godzin,
a gdy się obudziłam zauważyłam drzemiącą w fotelu matkę. Nie chciałam jej budzić, dlatego obróciłam się by wziąć łyk wody ze stolika, robiąc to najciszej jak potrafię. Niestety żaden dźwięk nie uszedł uwadze mojej mamy. Najwyraźniej miała nowe nawyki. Nim się odwróciłam, wzdrygnęłam się ze strachu bo kobieta już stała nade mną i poprawiała mi pościel. Krótko się przywitała i poinformowała, że zamówiła mi śniadanie. A właściwie to obiad, gdyż jak subtelnie zauważyła było już po godzinie 15. "Wiesz mamo, ale zegarkiem to ja jeszcze umiem się posługiwać, zwłaszcza, że wisi mi tuż nad nosem" -ostatnio cały czas w duchu ironizuje wszystko. Skąd takie zachowanie?
Gdy pielęgniarka przyszła z tym ohydnym, szpitalnym jedzeniem nie tknęłam ani łyżki. Nie dość, że śmierdziało jakby było przeterminowane chyba z tydzień, to jeszcze wygląd pozostawiał dużo do zażyczenia. W każdym razie moja matka próbowała mnie namówić na choćby kęs, ale nic z tego. Nie nalegała jednak, bo jak wspomniała - zna to uczucie. Poinformowała mnie, że pojedzie za chwilę do supermarketu i kupi coś smaczniejszego. W międzyczasie poszła jeszcze skorzystać z toalety. Kiedy zniknęła z pola widzenia zaczęłam myśleć o tym jak teraz wygląda nasza komunikacja. Czy będziemy się ograniczały tylko do krótkiej wymiany zdań? Czemu mi to robisz mamo? Kiedy wyszła z łazienki ukradkiem wytarłam płynące łzy. Dlaczego to wszystko musi tak boleć?! Na szczęście moja matka niczego nie zauważyła, a ja wymyśliłam także bardzo sprytny plan. Czując ból jedynie
psychiczny, a nie fizyczny zdecydowałam się odłączyć od tych wszystkich aparatur, a jedynie przyczepić kable do małego, przenośnego komputera na kółkach, który stał obok łóżka. Wiedziałam, że będzie to tam stało, gdyż chyba za dużo naoglądałam się Dr. House'a i Grey's Anatomy.
W każdym razie postanowiłam znaleźć salę Nicka, jako, że czułam, że nic nie wyciągnę od mamy. Muszę zdać się na siebie i mój wiele razy doceniony spryt. Nie robiąc zbyt dużego zamieszania, szybko opuściłam swój znienawidzony, szpitalny pokoik i ruszyłam na wycieczkę po szpitalu. Na szczęście każda z pielęgniarek była zajęta opatrywaniem grupki osób, która wlała się tłumem do szpitala. Możliwe, że mieli jakiś masowy wypadek. Nie chciałam jednak zaprzątać swojej głowy tym teraz. "Punkt dla mnie" -pomyślałam. Chodziłam od pokoju do pokoju wypatrując tej znajomej, przystojnej twarzy. Po 20 minutach dalej nie odniosłam sukcesu, mimo iż dokładnie przeszukałam aż 3 piętra budynku. Właśnie miałam zrezygnować, zwłaszcza, że za chwilę wróci mama i będzie się
o mnie martwić, kiedy dostrzegłam coś niewyobrażalnego. Na samym końcu sali zobaczyłam odosobniony pokój, który wydawał się jeszcze szarawy niż mój. Pośpiesznie zajrzałam przez szybę
i zobaczyłam bladego jak ściana Nicka, który przypięty był do jeszcze większej ilości sprzętów niż ja. Wyglądał przeraźliwie, ale nie miałam mu tego za złe, w końcu znajdowaliśmy się w nie najlepszym miejscu. Pomimo wszystko chłopak był przytomny i akurat rozmawiał z lekarzem. Czasami zdobywał się na uśmiech lecz nie robił tego tak często jak pamiętam. Było w nim coś takiego, czego nie mogę opisać. Nie wróżyło to jednak nic dobrego. Przerażona spotkaniem z nim odczekałam chwilę aż doktor wyjdzie z sali, ukrywając się w niewielkim składziku, ale na tyle wielkim by pomieścił mnie i  mój "wózek" na kółkach. Kiedy usłyszałam oddalające się kroki na korytarzu, wypełzałam się z kryjówki. Z drżącymi rękami delikatnie nacisnęłam na klamkę, starając się nie hałasować za dużo. W tej chwili gdy weszłam do sali Nicka od razu wiedziałam, że popełniam błąd. Nie spodziewałam się, że to dopiero tam doświadczę swojego prawdziwego koszmaru.
Kiedy podeszłam do chłopaka, uśmiechając się do niego, uścisnęłam go za rękę i usiadłam przy krześle stojącym obok łóżka. Spróbowałam zacząć rozmowę, chociaż szerze nie wiedziałam co powiedzieć. Wtedy usłyszałam słowa, które zdecydowanie były najgorsze jakie kiedykolwiek usłyszę.
-Kim jesteś? -powiedział Nick zachrypniętym, cichutkim głosikiem.













Dziękuję za wyczekiwanie na nowy rozdział Wszystkim dziękuję z całego serca za obserwację i komentarze <3 Przychodzę też dzisiaj do was z poleceniem świetnego bloga pisanego przez kumpelę, zapraszam: http://against-the-world-ff.blogspot.com/
Oraz mam kilka reklam dla was ;) 

Grupa dla fanów serialu Teen Wolf na fb:
 https://www.facebook.com/groups/523449217754208/?fref=ts
Grupa dla fanów serialu Pretty Little Liars na fb:
 https://www.facebook.com/groups/PLLPolska/?ref=browser
Grupa dla fanów serialu Eye Candy na fb:
 https://www.facebook.com/groups/1516593081962660/?ref=browser
Grupa dla fanów seriali The Vampire Dairies&The Originals na fb:
https://www.facebook.com/groups/564070273718768/?ref=browser
Oraz jeszcze jedna grupa - fanów trylogii The Maze Runner:
https://www.facebook.com/groups/621920034568487/?ref=browser


Miłej majówki! 
           

czwartek, 16 kwietnia 2015

Rodział II

          Nagle usłyszałam czyjeś łkanie. Nie miałam pojęcia do kogo one należało, gdyż jedyną rzeczą, którą widziałam była ciemność. Po chwili tajemnicza osoba zaczęła coś niewyraźnie pomrukiwać, nadal płacząc.
-Oh Jees, moja słodka Jees.-głos nieznajomej osoby wypełniony był bezsilnością i rozpaczą. -Ile bym dała byś się wybudziła. Cholerny wypadek! Jessicia wiesz, że bez ciebie sobie nie poradzę. Oh, słońce. -automatycznie poczułam ukłucie w sercu, kiedy moje imię było wymawiane co chwilę z tym smutkiem w głosie.
Nagle oprzytomniałam i doszłam do wniosku, że poznaję ten głos. Należał on do jednej z najważniejszych osób w moim życiu. Do mojej matki. Była ona cudowną kobietą, wiele w życiu przeszła. Razem mamy niesamowitą więź. Kobieta nigdy nie uciekała przede mną, wręcz przeciwnie. Codziennie dziękowałam Bogu za obdarzeniem mnie taką rodzicielką. Mogłam z nią pogadać dosłownie o wszystkim, po najnowsze plotki, ciche dni, na chłopakach skończywszy. Po jakiś kilku sekundach usłyszałam kolejny głos. 
-Mamo, proszę cię. Nie możesz tu wiecznie siedzieć. Każdy z nas chciałby, żeby Jessica się wybudziła. Lekarz robi co w jego mocy, ale nic na to nie poradzimy. Musisz iść wypocząć i zjeść coś. Nie spuścimy jej z oka, obiecuję. 
Dostałam kolejnego olśnienia. Gdziekolwiek się teraz znajdowałam, w pobliżu nie tylko znajdowała się  moja mama ale także mój niewiele młodszy brat Daniel, a z nim pewnie także moja siostra, Emma. Chwilę przysłuchiwałam się ich niedokładnej wymianie zdań albowiem co chwilę wchodzili sobie w słowo. Jednak cała sytuacja zakończyła się wyznaczonym zamiarom Daniela - moja mama w końcu ustąpiła i usłyszałam zamykające się drzwi. Wtedy próbowałam coś powiedzieć, wykrzyczeć, że jestem tutaj, słucham moją rodzinę. Lecz wciąż ogarniała mnie pustka. Moje starania nie doszły do zamierzanych skutków, bowiem po wielu próbach znowu opłynęłam w daleką i ciemną otchłań. Ogarnęła mnie bezsilność, jakiej nigdy wcześniej nie doświadczyłam. 
           Obudziwszy się po raz kolejny zostałam przywitana cichutką melodyjką dobiegającą z gitary. Niestety dalej byłam ogarnięta mrokiem. Błądząc chwile po wspomnieniach przypomniałam sobie kto mógłby siedzieć i grać teraz obok mnie. Była to Nina. Urodzona artystka i szkolny prymus. Aktualnie grała kawałek "Say Something" co jakiś czas podkładając damski cover do piosenki. Przypominając sobie nasze wspólne chwile, zrozumiałam dlaczego gra akurat tę piosenkę. Jak się okazało obydwie ją uwielbiałyśmy za jej przekaz. Po krótkim czasie, który dla mnie wydawał się wiecznością muzyka ustała i nastała nieręczna cisza. Została przerwana szlochem i trochę niezrozumiałym bełkotaniem spowodowanym ciągłym płaczem.
-No kochana, chciałam ci tylko powiedzieć, że jestem w rozsypce - nie musiałam widzieć jej twarzy, żeby wiedzieć, że teraz spuściła głowę w dół i przyciągnęła do siebie nogi. Nawet usłyszałam szuranie krzesła, które przesuwało się wraz z ciałem przyjaciółki. -Nigdy byś się pewnie nie spodziewała, że popadnę w depresję prawda? Zawsze powtarzałaś jaka to ja dzielna, wytrzymała. Zwykle to miałaś rację. A teraz popatrz, sama mnie doprowadziłaś do takiego stanu. Ahm.. no tak, zapomniałam, że ty nie możesz zerknąć na mnie tymi swoimi pięknymi oczami. -teraz smutek zmieszany został z cichym wybuchem śmiechu.
Nie wiedziałam co myśleć. Nie wiem co się ze mną stało, albowiem tego mój mózg nie chciał przetworzyć. Nie wiem gdzie jestem, chociaż chciałabym tego teraz najbardziej. Najgorsze w tym wszystkim jest jednak ta cholerna bezsilność. To bolesne uczucie. Nie mogąc nic powiedzieć, nie mogąc nikogo pocieszyć, dać świadomość mojej obecności. Ile to potrwa? Wtedy Nina zaczęła kontynuować.
-Przeżyłyśmy razem tyle wspaniałych chwil od czasów piaskownicy, zawsze miałam wrażenie, że pomimo iż jest nas cała piątka, jeśli nie życzyłabyś sobie wliczanie Mariny, to my we dwie mamy najlepszy kontakt ze wszystkich. -na te wspomnienia się uśmiechnęłam, bo muszę przyznać przyjaciółce rację. Czułam to samo. Jednak teraz coś innego zaprzątnęło mi myśli. "Niewliczanie Mariny? A to ciekawe" - pomyślałam sobie w duchu. "Wiem kim jest Marina, ale za nic mój mózg nie chce mi powiedzieć dlaczego Nina miałaby ją odsuwać od naszej paczki." -kolejne uczucie bezsilności. "Ile jeszcze?! Dlaczego mój umysł musi być taki upierdliwy? Czy to jakaś kara, walka? ZA CO?!" -teraz moje emocje sięgnęły zenitu. Najchętniej wrzeszczałabym, rzucałabym się, chociaż nie widziałam w tym sensu. W końcu podróżowałam w jakimś zakątku mojej podświadomości, czymkolwiek to było.
-Tak więc jesteś najbliższą mi osobą w życiu. Kto będzie ze mną siedział "U Barry'ego" i popijał nasze tradycyjne, waniliowe shake'y? Kto przeprowadzi się ze mną do Nowego Jorku i będzie studiował na uniwersytecie Columbia? No kto?! - widzę, że nie tylko ja tu jestem bezsilna oraz rozdrażniona. Nina po raz kolejny rozpłakała się na całego. Aż w końcu usłyszałam całkiem nowy głos, najprawdopodobniej należący do mężczyzny.
-Godziny odwiedzin się skończyły, młoda damo. Prosimy o powrót jutro, w razie zmian w zdrowiu naszej pacjentki o wszystkim poinformujemy jej rodziców. -najwyraźniej musiał być to lekarz, albo pielęgniarz, skoro tak formalnie zwracał się do mojej przyjaciółki.
-Matki, proszę pana. Tylko matki. Jessica nie ma ojca. -grzecznie zwróciła mężczyźnie uwagę Nina. Pospiesznie też dodała, że już wychodzi. Pocałowawszy mnie w czoło, usłyszałam jeszcze głos drugiej osoby znajdującej się w pomieszczeniu prócz Niny.
-Bardzo przepraszam za pomyłkę. To się nie powtórzy.
-Nic się nie stało, po prostu jestem wrażliwa na takie rzeczy i tyle. To moja przyjaciółka. W każdym razie miłego wieczoru, do widzenia.
I wtedy drzwi się zamknęły i jak mniemam zostałam sama. Rozmyślając jeszcze przez chwilę, znowu odpłynęłam. Tym razem obiecałam sobie, że po raz ostatni. Zamierzam wygrać walkę z moją podświadomością.



Więc jest oto rozdział II. Mam nadzieję, że mój pomysł na ten wątek wam się spodoba :)
Chciałam też podziękować za wasze motywacyjne komentarze i już 3 obserwację!
Zapraszam także na serialową grupę, znajdującą się na facebook'u gdzie zareklamowałam także swojego bloga i będę tam dodawać linki do nowych rozdziałów (LINK: https://www.facebook.com/groups/324671851059003). Jeżeli jednak zobaczyłeś/aś link do mojego bloga na stronie bądź innej grupie - bez obaw, tam też pojawią się linki.
Życzę miłego weekendu oraz powodzenia gimnazjalistom na sprawdzianie.
Do usłyszenia! :)

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Rozdział I

Na dole znajdziecie wszystkie notatki, które chciałabym wam przekazać, a teraz szybciutko zapraszam do czytania pierwszego rozdziału :)




                   ... Tego samego wieczoru umówiłam się jeszcze ze znajomymi na małą imprezę pożegnalną, która miała odbyć się w domu Mariny. Co prawda należała ona do naszej paczki, ale także była chodzącą królową szkoły. Wszystkie dziewczęta zazdrościły jej popularności, ciuchów i wiecznie oglądających się za nią chłopaków. Trzeba było przyznać, że zasługuje na to. Marina to urodziwa blondynka o dużych, ciemnych oczach. Ma nienaganną figurę i długie nogi. Pewnie teraz wyobrażacie sobie idealną, rozpuszczoną dziewczynę. Ale, ale.. jak już wspomniałam Marina była w naszej paczce co wyróżnia ją spośród innych diw. Zazwyczaj ubierała się na luzie, ale kolory mieszała jak szalona - to wyróżniało ją spośród innych, gdyż nikt nie odważył się ubrać lepiej od niej. Nigdy nie rozumiałam co ona w nas widziała jako, że byliśmy tylko zgrają najzwyklejszych ludzi na świecie, a ona...sami wiecie. Ewentualnie można zwrócić uwagę na to, że cała nasza piątka była nierozłączna od podstawówki. Więc albo ją wiążę sentyment do nas, albo rzeczywiście docenia naszą przyjaźń przez te wszystkie lata. Tak czy siak pierwsi na domówce pojawiliśmy się oczywiście my, w komplecie, czyli Nina, Jack, Nathan, Hanna i ja. Pomogliśmy organizatorce w ostatnich przygotowaniach a 5 minut przed planowanym rozpoczęciem imprezy rozległ się pierwszy dzwonek do drzwi. Uradowana Marina podbiegła do drzwi i szybkim ruchem je otworzyła. Wtedy do domu zaczęli wchodzić całą grupą nieznajomi a tylko kilka osób, które znałam było ze szkoły. Zaczęłam patrzeć wrogim wzorkiem na przyjaciółkę. "No oczywiście, że tak się stało. Jak zwykle obietnicy tej zołzy nigdy się nie sprawdzają" pomyślałam, w duchu aż kpiąc ze złości.
-Miała to być mała, lekka imprezka abyśmy powspominali i nacieszyli się ostatnimi chwilami razem a nie jakaś biba roznosząca się po całe osiedle. Ja wychodzę - syknęłam cicho do znajomych.
Nie jestem typem samotniczki, że unikam towarzystwa jak ognia, ale dzisiaj zdecydowanie nie miałam nastroju do imprez. Na tą skusiłam się jedynie pod pretekstem małej domówki. Szybkim krokiem poszłam do sypialni na piętrze i wzięłam swoje rzeczy. Już miałam wychodzić kiedy poczułam lekkie szarpnięcie za rękę. Okazało się, że to Nick, były już w sumie rozgrywający w szkolnej footballu. Był on dość przystojny i zarazem silny więc na chwilę odstąpiłam, nie wyrywając się.
-A gdzie ty już uciekasz Jess? Impreza nawet się nie zaczęła dobrze, a ty zwiewasz. -zaczął chłopak.
-Sorry, ale nie mam dzisiaj smykałki do zabawy w piwnego ping-ponga i walaniem się później po kątach. -ironicznie odpowiedziałam Nickowi i uwolniwszy się od mocnego uścisku podreptałam w stronę drzwi.
-To chociaż poczekaj, odwiozę cię do domu. -usłyszałam po kilku sekundach.
"A to mi nowość" - pomyślałam. "Koniec liceum, a ten dopiero sobie przypomniał o moim istnieni
u" -zakpiłam w myślach. A streszczając Nick bardzo podobał się Marinie. Kilka razy byli gdzieś tam razem, a przynajmniej tak twierdziła moja kumpela. Kilka razy też spotkaliśmy się w większym gronie, gdzie ignorując przyjaciółkę wymieniłam z chłopakiem kilka uśmiechów. Które później okazały się nieważne, bo zawsze nazajutrz w szkole mnie olewał. Więc nie zrobiłam z tego żadnej wielkiej sprawy, chociaż lekko mnie to zabolało. "Trudno, było minęło" -myślałam z goryczą wtedy. A teraz proszę bardzo, wracamy razem do mojego domu. Nie miałam siły odmawiać, a w duchu mnie to ekscytowało. I tak skończyłam sam na sam z Nickiem. Wychodząc czułam na plecach zazdrosne oczy Mariny, ale nie przejmowałam się tym. O naszym lekkim konflikcie dowiecie się później.


*10 minut później, w samochodzie*
Z radia dobiegały ciche pomruki piosenki Michaela Jacksona. Przez jakiś czas trwaliśmy w niezręcznej ciszy, aż w końcu Nick się przełamał.
-Okej, Jess. Widzę, że jest to dla ciebie dziwne, że tak nagle zaczynam się tobą interesować, po tym jak cię olewałem cały rok. Przepraszam cię za to, ale nie chciałem ci robić nadziei. Wtedy nie byłem typem chłopaka, który szukał poważnego związku. Nie chciałem cię zranić.
-Cieszę się, że taki dżentelmen z ciebie się zrobił. Ale wyprostować sytuację już dawno by nie zaszkodziło.
-Dobrze wiesz dlaczego ci nie powiedziałem, Jessica. Wiedziałem, że cię to zaboli, obserwowałem cię już od jakiegoś czasu. W końcu mieszkasz tylko dwie ulice dalej, a do szkoły chodzimy razem od 7 lat.
-Super, cieszę się bardzo, ze obchodzą cię moje uczucia ale teraz już nic nie zmienisz. Liceum się skończyło, czas zabawy również przeminął.
Dostrzegłam, że chłopak się speszył i posmutniał.
Wtedy zauważyłam na drodze czarnego, ledwie widocznego szopa. Akurat przejeżdżaliśmy przez drogę wjazdową do naszego osiedla, która jest otoczona z dwóch stron gęstym lasem.
-UWAŻAJ! Nick hamuj! -zdążyłam tylko wykrzyknąć, ale Nick już skręcił i usłyszałam tylko głośny huk. Uderzyliśmy w drzewo. I wtedy mrok ogarnął moje oczy, a kilka sekund później odpłynęłam.


Tak więc mamy rozdział I :) A także ponad 100 wyświetleń. Jesteście mega!
Moje opowiadanie będzie się rozwijało z czasem, jak obiecałam. Szykuję także dla was małą niespodziankę, która będzie gotowa niedługo - albo przed wydaniem rozdziału II albo po.

Mam nadzieję, że spodobało wam się. W takim razie komentujcie i obserwujcie, nie obrażę się :)