poniedziałek, 15 czerwca 2015

Rozdział V

*tydzień później* 
Perspektywa Jess 
Nastał ten upragniony dzień! W końcu wydostałam się z tego obskurnego, ponurego miejsca jakim jest szpital. Nie będę ukrywała, że energia aż ze mnie kipi. Zanim zdążyłam wrócić do domu, już uciekłam z Niną na miasto. Matka oczywiście kręciła głową, ciągle powtarzając, że dopiero opuściłam szpital i powinnam odpoczywać. Jednak ja miałam dość izolacji. Dodatkowo tęskniłam za waniliowym frappucino w Starbucksie, popisanej i lekko już starej ławce, na której zawsze siadamy z przyjaciółką. Za miejskim gwarem Orladno i tą nieziemską, słoneczną pogodą. A głównie za spędzaniem czasu ze znajomymi. Zdecydowałam się, że w ten wyjątkowy dzień przedstawię swoje plany względem Columbii i przeprowadzki Ninie. Oczekiwałam, że będzie się ze mną cieszyła, ba nawet mogłyśmy się popłakać ze szczęścia. Ale tak się nie stało. Bardzo mnie zraniła i zasmuciła reakcja przyjaciółki na to obwieszenie. 
-Słuchaj Jess, cieszę się, że lekarz się zgodził i wszystko w porządku, ale spójrz na to z perspektywy swojej rodziny. Nie kontaktowali się z tobą od 5 miesięcy a ty pierwsze co im zagotujesz na dzień dobry to wyprowadzka. Musisz się nauczyć żyć ze swoim strachem. A przede wszystkim nie możesz uciekać. I na prawdę doceniam, że to także jest dla mnie. Ale ja poczekam, nigdzie nie ucieknę. -jej głos był dziwnie zniekształcony, jakby użyła mojej rodziny jako wymówki, żebym nie przyjeżdżała do NY. 
-Nina... Ja również doceniam, że myślisz o mojej rodzinie. Ale ja nie mogę tu żyć. Nie po tym co się stało, nie kiedy każdy skrawek miasta przypomina mi o Nicku. On mnie nawet nie pamięta! A ja po prostu chcę zacząć od nowa. -mój ton przybrał szorstki odcień, ale muszę walczyć o swoje rację.
-Jess, kochanie dasz sobie radę. Ja to wiem. Przystosujesz się do życia tutaj, póki co i tak musisz chodzić na rehabilitację. Musisz poukładać sobie pewne rzeczy. A co najważniejsze - musisz nauczyć się wybaczyć tobie samej. Wypadek i sprawa z Nickiem to nie jest i nigdy nie będzie twoja wina. Choćby nie wiem co! -teraz jej głos pojaśniał i zmieniła się w zatroskaną przyjaciółkę, nawet miała rację w wielu kwestiach. Jednak ja wciąż nie wierzyłam w jej intencję.
-Mam na to pięć miesięcy. Tyle muszę chodzić regularnie na rehabilitację i tyle wystarczy mi do pożegnania się z Orlando oraz poukładania swoich myśli. Zobaczymy się w przyszłym roku Nina! Będziemy w końcu współlokatorkami jak planowałyśmy od ósmej klasy. Wszystko będzie okej, ja już o to zadbam. Niestety nie zdążyłam dokończyć, kiedy przerwał mi straszny krzyk.
-NIE! Rozumiesz? Próbowałam być tu dla ciebie, ale nie potrafię już tak dłużej. Byłaś nieobecna przez 5 miesięcy a ja już od dawna cię nie odwiedzałam. I za nim coś powiesz - dobrze wiem, że się zmieniłam. Wiem, że zbyt szybko utraciłam nadzieję. Ale ja po prostu nie mogę tak żyć. I nie chcę. Tak samo nie chcę, żebyś przyjeżdżała na Columbię. Dalej jesteś moją przyjaciółką i zawsze będziesz. Jednak nie czuję już tej więzi między nami, zwłaszcza, że coś ukrywasz.
-Nina, czy ja dobrze rozumiem, czy ty właśnie starasz się mnie pozbyć? Czy ominęło mnie coś? Może coś dużego? He? -wydaję mi się,  że zadałam jej podchwytliwe pytanie, bo spuściła wzrok. Z ponurą miną coś mi tam wymamrotała i oznajmiła, że musi już spadać. "Oczywiście, najlepiej to teraz mnie unikać i odpowiedzi na pytania" -byłam zła na przyjaciółkę. W nieciekawym humorze również udałam się w stronę domu. Po drodze zaszłam do malutkiej kawiarenki, w której uwielbiam przesiadywać kiedy chcę być sama. Nikt nie wie o tym miejscu. Jest kilka ulic dalej za moim osiedlem i chodzę tam po kryjomu. Gdy weszłam do środka zastałam ten sam widok co zawsze. Nic się nie zmieniło. Lokal nadal był urządzony w stylu retro - na środku stał niewielki, okrągły stolik z czterema, wygodnymi pufami w zestawie. Dookoła poustawiane były skórzane sofy, wysokie krzesła.  Na ścianach wisiały kolorowe plakaty a na jednej z nich znajdowała się główna atrakcja (przynajmniej według mnie) kawiarenki - ukośny cytat, narysowany przez syna właścicielki, który studiuje sztuki plastyczne, a w wolnym czasie dorabia jako malarz przecudownych wzorów, portretów cytatów na ścianach itp. Raz skorzystałam z jego usług, kiedy mama w końcu zaoszczędziła trochę pieniędzy na gruntowny remont w naszym 4-pokojowym mieszkaniu. "Życie jest zbyt krótkie, aby zastanawiać się 2 razy." - głosi wspomniany przeze mnie cytat. Nie wiem czemu, ale zgadzam się z tym w zupełności. Niby warto czasami poświęcić więcej czasu na zastanowienie się przed czymkolwiek, ale bywają czasy gdy jest po prostu za późno. A potem ciągle będziesz się zadręczał myślą, a co by było gdyby? To nas definiuje, prawda?
W każdym razie całokształt kawiarni był ulokowany w ciepłych, pastelowych kolorach. Miło jest spędzić trochę czasu w takim pozytywnym miejscu. Ledwie przekroczywszy próg - już czujesz zapach świeżo mielonej kawy i smażących się prawdziwych, amerykańskich naleśników. Gdy weszłam do środka zaalarmowałam przez dzwoniące przy wejściu dzwoneczki, pani Smith, starszej kobiecie, ale ciągle w pełni życia, która była odpowiedzialna za to miejsce, że weszłam do "Nibylandii".  Nie wiem jak ona to zrobiła, ale ledwie zawitałam u niej, a ta już wyskoczyła z kuchni serdecznie mnie witając.
-Tęskniłam za tobą maleńka. Jak tam życie? Zakładam, że niezbyt ciekawie. -oczywiście jak zawsze radosna pani Smith.
-Taa, śpiączka to nie szczyt marzeń. -powiedziałam to z taką desperacją w głosie, że natychmiast wybuchnęłyśmy śmiechem.
-Dla naszej kochanej kaleki dzisiaj naleśniki za darmo! -tak, muszę wspomnieć, że znam panią Smith od bardzo długiego czasu i takie "promocje" czy byłam w śpiączce czy nie, zdarzają mi się bardzo często. Nie lubię nic wyłudzać od innych ludzi, ale znam tą kobietę na tyle dobrze, by wiedzieć, że dla niej to sama przyjemność. Ale w tym momencie bardzo mnie zaskoczyła.
-Seth, pozwól tu na chwilę z tej kuchni. Mamy bardzo wyjątkowego gościa. -wtedy w ubrudzonym mąką fartuchu, zza drzwiczek prowadzących do składzika wyszedł nieziemsko przystojny chłopak. Wyglądał na około dwudziestolatka, miał jasne, w totalnym nieładzie, krótkie włosy i hipnotyzujący uśmiech. Nie mogłam sobie przypomnieć skąd go znam, aż po chwili doszłam do wniosku, że to TEN SETH! Ten Seth, który pomalował mi ściany w pokoju, ten Seth, który jest synem pani Smith. Totalnie go nie poznałam! Zmienił się niesamowicie. -Poznaj proszę mojego najstalszego klienta, Jess O'Brien. Dopóki nie padła ofiarą głupiego żartu od losu przychodziła tu praktycznie codziennie. -kiedy pani Katie wychwalała mnie przed swoim chłopcem, zarumieniłam się. Totalnie zamieniłam się w czerwonego buraczka.
-Witaj, Jess. Jestem Seth, ale myślę, że powinnaś mnie pamiętać. Malowałem... -nie dałam mu dokończyć, bowiem słowa wypadły impulsem z moich ust.
-Wzory u mnie na ścianie, tak pamiętam. Wiem też, że totalnie się zmieniłeś! Seth, do diabła gdzieś tak przypakował? -niby nie znam syna pani Smith, ale ta pogodna rozmowa dała mi wrażenie jakby był moim przyjacielem od lat.
-A tam i ówdzie. Podsłuchałem też, że mamy dzisiaj promocję dla ciebie. Więc może pójdę przyrządzić ci naleśniki, których nie zapomnisz przez długi czas. W końcu masz co świętować. -I wtedy po chichu, aby pani Katie nie usłyszała dodał -Moja mama powiedziała mi to i owo. Czasami nie może przestać o tobie gadać. Widać, że jesteś kimś wyjątkowym dla niej.
-Co tak szeptacie dzieciaki, co? Jestem stara, fakt, ale nie lubię brudnych sekrecików za moimi plecami! -kiedy zaczęła udawać obrażoną, ja z Sethem popatrzyliśmy się na siebie a później wymieniliśmy się uśmiechami. Wtedy syn pani Smith poszedł z powrotem do kuchni, szykując mi naleśniki, a ja zatopiłam się w długiej rozmowie z jego mamą. Brakowało mi tej kobiety, tak bardzo za nią tęskniłam. Rozmawiałyśmy o wszystkim i o niczym. Dzięki temu byłam już na bieżąco z miejscowymi plotkami, zjadałam niesamowicie dobry posiłek, za który wdzięcznie podziękowałam Sethowi i spędziłam po raz pierwszy cudowny czas, odkąd się wybudziłam. Kiedy zorientowałam się jak późno się zrobiło, pożegnałam się z tą dwójką i pognałam do domu. Nie chciałam zaczynać awantury z matką.
Przekraczając próg domu zastałam rozwścieczoną Sylvię. Gdyby jej wzrok mógł zabijać, byłabym martwa w sekundę. Od razu zaczęła na mnie wrzeszczeć, ja jednak nie wtrącałam się i udawałam, że jej nie słyszę. Czemu ona nie może trochę wyluzować? To nie ona chodzi teraz z wielkim poczuciem winy w sobie i wybudziła się właśnie z 5-miesięcznej śpiączki. Chyba należy mi się trochę relaksu? W każdym razie krzyczała tak na mnie przez kilka dobrych minut, dopóki nie przyszedł Daniel i ją uspokoił. Wymamrotał coś, żeby poszła zaparzyć sobie rumianek i wzięła swoje tabletki. Na słowa lekarstwa od razu zwróciłam oczy na młodszego brata. On również popatrzył na mnie przepraszającym wzorkiem. Kiedy usłyszeliśmy matkę krzątającą się w kuchni, Daniel cichym, nieśmiałym głosem powiedział do mnie:
-Prosiła, aby nic ci nie mówić. Nie chciałem tego, przepraszam.
-No to teraz bracie, musimy poważnie pogadać... -wpatrując się w niego pustym wzrokiem, oczekując najgorszego. O ironię, tak właśnie było.

poniedziałek, 18 maja 2015

Rozdział IV

Moje ciało przeszły silne ciarki. Czułam jak moje serce przyśpiesza, a skóra blednieje. "Nie! To nie może być prawda. Przesłyszałam się! Musiałam się przesłyszeć!" - wypowiedziane przez Nicka słowa opętały moje myśli.
-To ja-a-a, Jeess -nie mogłam przestać się jąkać ze strachu. Aż ciężko uwierzyć, że jeszcze chwilę temu mimo wszystkiego co przeszłam, tak bardzo cieszyłam się, że Nick w końcu się przełamał
i zdradził mi swoje uczucia. "Lepiej późno niż wcale" - zdecydowałam dać mu drugą szansę.
-Przykro mi, ale nie znam żadnej Jess, kimkolwiek jesteś. Lepiej wyjdź bo nie mam ochoty na rozmowy z obcymi. -warknął oschle, ale jedyne co mnie poruszyło to słowo "obcymi". Więc świetnie, teraz jestem dla niego tylko nieznajomą?!
-Ale-e-e... -już chciałam się wtrącić, kiedy chłopak mnie przekrzyknął.
-Wyjdź stąd albo wezwę ochronę. No już! -byłam totalnie przerażona. Co stało się temu pogodnemu, wyluzowanemu Nickowi? Czyżby on też zapadł w tak długą śpiączkę, ale w przeciwieństwie do mnie odniósł większe obrażenia i jego walka przyniosła inne skutki? "Boże, dlaczego on? Hmm?! To miałam być ja! To moja wina, to ja chwyciłam za kierownicę! To mnie powinieneś ukarać, a nie jego!!" -w moim umyśle myśli aż wrzały. Opuściwszy salę Nicka, cała zdezorientowana udałam się na swoje piętro. Dopiero w połowie drogi przypomniałam sobie o matce. Wiedziałam, że coś ukrywa! Dlaczego mi nie powiedziała? To cios prosto w serce, a ona to przede mną zataiła! Nigdy nie otrzyma ode mnie wybaczenia. Nie chcę jej nawet widzieć.
Kiedy dotarłam na miejsce, moja rodzicielka chodziła i rozglądała się nerwowo po sali oraz głośno krzyczała na pielęgniarkę.
-Gdzie jest moja córka?! Czy wy w ogóle umiecie dbać o swoich pacjentów?
"Piękne zachowanie matko! To nie jest wina tej pielęgniarki, ale oczywiście całą złość wyładowujesz na niewinnej osobie. Teraz już wiem po kim odziedziczyłam samolubność."
Automatycznie chwyciłam za drzwi, które skrzypnęły lekko, a wtedy każda z nich spojrzała na mnie. Matka poczuła ulgę przeplataną ze złością, a w oczach pielęgniarki dostrzegłam poirytowanie. Zdecydowałam się zignorować je obydwie, a swoje sarkastyczne myśli zachowałam dla siebie.
W ciszy przeszłam obok nich i usadowiłam się na szpitalnym łóżku. Odstawiłam przenośny sprzęt lekarski, podłączyłam się do stałych aparatur, spróbowałam się odprężyć i nie zwracać uwagi na niewygodny materac. W myślach już wyobrażałam sobie bezcenną minę matki na moje zachowanie. No cóż, do tej pory byłam jej grzeczną, malutką córeczką, która słuchała każdego jej słowa. Nigdy więcej! Może i wypadek mnie zmienił, ale nie będę się czuła z tego powodu winna. Niby za co?

*4 dni później*
Perspektywa Nicka 
Dalej nie mogę przestać myśleć o dziewczynie w szpitalnym fartuchu, która odwiedziła mnie kilka dni temu. W głębi serca czułem, że skądś ją znam. Jednak nic więcej nie wskórałem. Co prawda potraktowałem ją zbyt oschle, ale szczerze powiedziawszy nie miałem tego dnia ochoty na pogaduszki. Próbowałem i nadal próbuję pozbierać swoje myśli do kupy, ale nic z tego. Jako, że obudziłem się półtorej tygodnia wcześniej, po długotrwałej śpiączce, którą jak twierdzi mój psycholog spowodowana była wstrząsającym wypadkiem samochodowym - nie pamiętam nic
z tamtego feralnego dnia, a tym bardziej z mojego dotychczasowego życia. Początkowo lekarze myśleli, że doświadczyłem szoku powypadkowego, a mój mózg przyswaja myśli po długiej nieobecności. Jednak stało się, jak stało. Do tej pory nic się nie zmieniło, codziennie po dwie godziny odbywam sesję z psychologiem oraz staram się na "nowo" poznawać swoją rodzinę. Moja matka nazywa się Ofelia, ojciec opuścił nas jak byłem mały i mam troje braci: Matty'ego, Lucasa
i Christiana. Matt jest na 2 roku studiów, a Lucas i Christian uczą się w liceum, Dowiedziałem się też kilka rzeczy o sobie - w czerwcu ukończyłem 4-letnią naukę w liceum, mam 19 lat, uwielbiam wysiłek fizyczny, grałem w football, nie miałem dziewczyny. Miałem udać się do college'u, grać
w koszykówkę dla niebieskich diabłów w Duke, ale po wypadku nie ma na to szans. A przynajmniej póki co. Słuchanie tego wszystkiego, każdego skrawku mojego życia przynosiło mi wielki ból.
Z jednej strony mogłem teraz zacząć odbudowywać siebie "na nowo" jak to wiele osób ma
w zamiarze po liceum, ku dorosłemu życiu, to cholernie fascynujące, ale wiem, że oddałbym wszystko za pamięć, choćby o własnej rodzinie. Ich grymas na twarzy, kiedy usiłują mi wbić do głowy coś, co jeszcze kilka miesięcy temu znałem bez najmniejszego problemu, sprawia, że czują się źle, tak samo jak ja. Próbują to demaskować, ale średnio im to wychodzi. Wiem, że są dobrymi ludźmi i nie zasługują na taki los. Dlatego postaram się zrobić wszystko co w mojej mocy, aby zabrać im choć część tego koszmaru. Jednak lekarz zapowiedział, że to może być niemożliwe. Co dziwne, moja przypadłość jest bardzo rzadka i skomplikowana. Poinformowano mnie, że w moim mózgu nadal znajdują się wszystkie podstawowe elementy nauki, jak liczenie, umiejętność pisania, czytania, rozpoznawanie kolorów, pór roku itp. Ale nie pamiętam nikogo, kto był obecny w moim życiu, choćby przez sekundę. To jest naprawdę frustrujące.
W każdym razie oprócz walki o swoją świadomość, obiecałem sobie, że odnajdę tą przestraszoną, wychudzoną dziewczynę, która co chwile pojawia się w mojej głowie. Przeproszę ją za swoje zachowanie i spróbuję ją poznać. Domyśliłem się, że ją znałem, po sposobie jaki próbowała mi się przedstawić. Co jednak ta cała Jess robi w szpitalu w tym samym czasie co ja? Zarówno rodzina jak
i lekarze przekonują mnie, że całe to wydarzenie było wypadkiem, o innych rzeczach milczą albo mnie zbywają. Jedynie moja matka powiedziała, że zasłabłem przed kierownicą, a w samochodzie nie było ze mną nikogo. Czy jednak mówi prawdę? Czy mogę jej ufać? Nie znam nikogo z mojej rodziny. Nie wiem nawet czy naprawdę wiążą nas więzy krwi. Nic nie wiem.

Perspektywa Jessici 
Kolejny dzień ignoruję moją matkę. Kobieta nie naciska, wydaję mi się, że wie dlaczego odsuwam ją od siebie. Pewnie poinformowali ją o mojej wizycie u Nicka. Ale i tak codziennie muszę patrzeć na jej twarz. Nie odzywa się do mnie, ale przychodzi dzień w dzień doprowadzając mnie tym do szału. Pojawia się w tym samym czasie kiedy zaczynają się godziny odwiedzin, a wychodzi na sam koniec. Czasami też wpadają Emma z Danielem oraz Nina, która bardzo rozpogodziła się od mojego przebudzenia. Zauważyłam, że każde z nich odeszło z mrocznych zakątków swojej duszy, które ogarnęły ich podczas mojej nieobecności. Dobrze wiem co się z nimi stało, ale póki co nikomu nie zdradziłam tego, co przeżyłam będąc w śpiączce. Za to bardzo cieszyły mnie ich wizyty, przynajmniej mogłam oderwać się od patrzenia na matkę. W głębi duszy na prawdę jest mi jej szkoda, wiem, że zrobiła to pewnie aby mnie "chronić", jednak nie ma na to wymówki i usprawiedliwienia. Jestem już dorosła i powinnam sama o tym decydować. Póki co nie zamierzam się z nią godzić, jedynie odliczam czas do wyjścia ze szpitala. Planowaną datą jest koniec października, czyli jeszcze tydzień. W ostatnim czasie mój stan polepszył się na tyle, że lekarze pozwolili mi na krótkie spacery po szpitalu, bądź wyjątkowo do pobliskiego ogródka. Któregoś ze słonecznych dni ujrzałam na ogródku Nicka. Od mojej wizyty u niego myślałam o nim wiele i doszłam do pewnego wniosku. Po raz pierwszy nie był on samolubny. Zdecydowałam się trzymać od niego z daleka, nie wchodzić kolejny raz do jego życia. Już je zniszczyłam wystarczająco. Obiecałam sobie, że po kilku miesiącach terapii domowej i usadowieniu się ze swoim życiem przeprowadzę się do Niny, która miesza teraz w Nowym Jorku i studiuje w Columbii, na którą miałyśmy iść razem. Bardzo ją to zabolało, że musiała to odbyć sama, ale po jakimś czasie się zaaklimatyzowała, jednak wiernie czekała aż się wybudzę. W tajemnicy przed matką odbyłam na ten temat rozmowę z moim doktorem, który pochwalił ten pomysł. Mężczyzna uznał, że wypadek oraz śpiączka nie były dla mnie tak dotkliwe, ze nie umiałabym żyć teraz sama. Dodatkowo powiedział, że jeśli systematycznie będę odbywać rehabilitację oraz przychodzić na spotkania z psychologiem przez pięć miesięcy, będę mogła śmiało aplikować do Columbii. Z pozoru powinien to uzgodnić z moją matką, ale od miesiąca jestem już pełnoletnia, więc prawo nic takiego nie nakazuje. Byłam wniebowzięta! O wszystkim zamierzam poinformować moją rodzinę po wyjściu ze szpitala. Wiem, że pewnie będą zawiedzeni, ale ja koniecznie musiałam uciec z Orlando. Uciec od Nicka i tego fatalnego wydarzenia. Nie sądziłam, że będzie to trudniejsze niż się wydawało. I, że jest coś, co nie opuści mnie do końca życia - poczucie winy...

Na sam koniec chcę podziękować moim wszystkim fanom za wytrwałość w oczekiwaniu na nowy rozdział. Niestety masa nauki nie popłaca. Myślę, że do połowy czerwca wydam w takich okresach dwa rozdziały. W trakcie wakacji uważam, że pójdzie jak z płatka, bo będę w domu często. W każdym razie zobaczymy jak to się wszystko poukłada :)
Dodatkowo dedykuję ten rozdział mojemu kumplowi - Miłoszowi, który obchodził niedawno urodziny oraz jest moim wiernym korektorem. Dziękuję <3 

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Rozdział III

        Urywki wspomnień, ciche głosy dochodzące w oddali, zamazane chwile z mojego życia - tym razem zostałam zupełnie inaczej powitana po rzekomym "przebudzeniu". Tak na prawdę dalej nie rozumiem o co w tym wszystkim chodzi. Ale się nie poddaję, próbuję sobie wszystko poukładać od nowa. Na początek decyduję się na przypomnieć ostatniej chwili, którą zapamiętałam za życia. Zmotywowałam mój mózg silnym wysiłkiem, aż w końcu się udało. Byłam dumna z siebie za to odkrycie.
      Był dzień zakończenia liceum. Wiem, że zdałam szkołę średnią, a nawet miałam wrażenie,
że w mojej podświadomości ta informacja przychodzi mi z dużą satysfakcją. Kolejne co pamiętam, to impreza pożegnalna w luksusowym domu Mariny. O dziwo wiem też, że byłam na byłą przyjaciółkę przeraźliwie zła kiedy z obiecanej, małej domówki zrobiła się ogromna impreza, obejmująca pół osiedla. Ale jednak to dalej za mało, żeby się na nią śmiertelnie obrazić i udawać, że dziewczyna nie istnieje. Dodatkowo z wielkim bólem przychodzi mi wspomnienie rozmowy z Nickiem i powrót do domu. Byłam zadowolona a jednocześnie zasmucona, że chłopak tak późno zdecydował się wyjawić swoje uczucia. Jakoś nie chcę mi się wierzyć, że jego jedyną przeszkodą w tym była Marina.
W każdym razie powoli zaczynałam rozumieć, co mi się stało. Miałam w głowie najgorsze scenariusze i niestety jeden z nich się sprawdził. Kiedy skręcaliśmy z Nickiem do parku leśnego, prowadzącego do osiedla, na którym mieszkam przed nami niezauważalnie pojawił się na drodze ciemny szop. Zdołałam ledwie wykrzyknąć, żeby się zatrzymał, a wtedy nie panując nad sobą chwyciłam kierownicę i popełniłam najgorszy błąd swojego życia. Czy zrobiłam to dlatego, że widziałam spuszczone oczy Nicka i tłumaczyłam się tym, że chłopak nie zdążyłby cokolwiek zrobić? Jakąkolwiek miałam wymówkę na nic się to nie zdało albowiem potężnym hukiem uderzyliśmy
w pierwsze napotkane drzewo. Ciemność oraz silne poczucie winy, która chwilę potem mnie ogarnęło było przerażające... Co ja narobiłam?!
       






            Nagle poczułam się jakbym obudziła się z trwającego całe wieki koszmaru. Miałam na sobie szpitalną piżamę, podłączona byłam do licznych przyrządów oraz oblana całymi stróżkami potu. Przez chwilę nie rozumiałam co się dzieję wokół mnie. Jednak po krótkim czasie wszystko czego doświadczyłam podczas "wycieczki" po mojej podświadomości powróciło jak ostry cios w serce. Pamiętam każde detale, wszystkie słowa mojej rodziny i przyjaciół. Każdy skrawek wydarzenia, które za pewnie usadowiło mnie tutaj. Na pewno nigdy się nie dowiem czy to była kara, nauczka
a może lekcja? W każdym razie to okropne doświadczenie. Obudziwszy się pierwsze co zrobiłam to strzeliłam sobie liścia w policzek. Dlaczego to zrobiłam? Ponieważ byłam samolubną suką. Podczas tego całego koszmaru myślałam tylko o sobie. To samo po przebudzeniu. Czy ja nie mam serca? Nawet nie wiem co się stało z Nickiem, a moje pierwsze myśli to martwienie się o samą siebie? Jestem bezczelna! Jednak bardziej okrutne było to, co zrobiłam w dzień wypadku. O czym ja myślałam? Wtedy drzwi prowadzące do mojej sali otworzyły się z silnym hukiem. Do niewielkiego pomieszczenia wkroczył dobrze zbudowany mężczyzna, ubrany w biały, lekarski fartuch. Szybko podszedł do mnie i zaczął wypytywać o mój stan zdrowia.
-Witaj Jessico. Jak się czujesz? Masz zawrotny głowy, mdłości albo problemy z poruszaniem się? -słowa były wymawiane bardzo szybko ale na szczęście zrozumiałam wszystko. Teraz byłam już stuprocentowo pewna, że to lekarzem.
-Nic mi nie jest. Ale chcę wiedzieć gdzie jest Nick Roux?! -musiałam w końcu przestać myśleć
o sobie. W głębi serca wciąż zależało mi chłopaku, którego poznałam 4 lata temu i zauroczyłam się
w nim.
-Przykro mi, ale nie czas na tego typu pogaduszki teraz. Moi zadaniem jest zadbanie o ciebie. -lekarz powiedział to z lekką irytacją przeplataną z piskiem w głosie.
-Czy coś mu się stało poważnego?! Proszę mi natychmiast powiedzieć co jest grane! -moje emocje aż krzyczały, a ja wyżywałam się na niewinnej osobie, która starała mi się pomóc. Ależ oczywiście, że to zrobiłam. W końcu jak zwykle zależało mi tylko na sobie. Wtedy wszystko ucichło i do pokoiku wpadła zadyszana kobieta. To była oczywiście moja mama. Kiedy po raz pierwszy od długiego czasu spojrzałam w jej piękne, ciemne oczy zauważyłam w nich łzy ale także dostrzegłam w nich iskrę radości. Zdążyłam tylko cichutko wydukać aby nie płakała, kiedy rzuciłyśmy się sobie w objęcia. Moja rodzicielka głaskała mnie po włosach i ciągle powtarzała z tym samym smutkiem:
-Oh Jess, moja słudziutka Jess. -te słowa działały na mnie niczym rozdzieranie od środka. Bolały jak cholera! W każdym razie teraz zamierzam się skupić na matce oraz Nicku i wyciągnąć od niej jakieś pożyteczne informacje.
-Tak mamo, to ja.-nie dokończywszy tego zdania wybuchłam brutalnym płaczem. Po chwili gdy ochłonęłam zaczęłam mówić dalej.
-Mogę wiedzieć co się stało z Nickiem? Co mi się stało? Mamusiu proszę, powiedz mi. Potrzebuję tego! Nawet nie wiesz jak mi ciężko z tą niewiedzą. -mój głos zmienił się w niewyraźną, pełną bólu paplaninę. Wtedy z całym wysiłkiem popatrzyłam szczerze w oczy mojej mamy i lekko poruszyłam ustami, które miały przypominać uśmiech, ponieważ czułam, że ulegnie temu. Nigdy nie lubiłam używać tego uroku na niej, jednak nie miałam wyboru. Musiałam się czegoś dowiedzieć.
-Słucha Jess póki co musisz w pełni wyzdrowieć. Jak wrócimy do domu wszystko ci opowiem. -głos matki był zdecydowanie zbyt stanowczy. Przeraziło mnie to.
-Ale mamo... -nie dała mi skończyć.
-Żadnego ale Jessico! Zrobimy tak jak mówię inaczej nie będzie. -praktycznie nawrzeszczała na mnie przy szpitalnym łóżku. Co się tu stało?!
Wtedy do pokoju wpadli Emma i Daniel. Mój brat lekko odciągnął mamę i poprosił ją aby wyszła na zewnątrz i poukładała sobie pewne sprawy. Pewnie słyszeli jak na mnie nakrzyczała. Wtedy autentycznie zaczęło mi jej być żal.
-Nie Daniel, niech nie wychodzi. Nie wiem co tu się stało, ale na pewno mama ma za sobą ciężkie dni. To był po prostu impuls. Dajcie jej spokój. -mówiłam łagodnym tonem, aby wyprostować sytuacje. Niestety nie poskutkowało.
-Zbyt intensywny impuls Jessico. Jesteś przykuta do łóżka, zaznałaś wiele, a ja na ciebie naskakuję zaraz po przebudzeniu. Twój brat ma rację, powinnam iść się przewietrzyć. -widziałam, że ukrywa swój smutek i jedynie udaje, że wszystko w porządku. W każdym razie opuściła szybko niewielki pokój i nastała strasznie długa i niezręczna cisza. Przełamała ją Emma.
-Siemaneczko śpiąca królewno. Trochę sobie pospałaś. Jak się czujesz? Jeśli potrzebujesz odpoczynku to daj znać. -nie dowierzałam w to co słyszę. Pomimo iż byłam jej siostrą, mała Ems nigdy nie zaczynała pierwsza rozmów i na dodatek żartowała w najlepsze, co w sumie miałam jej za dobre bo miałam już dosyć tej napiętej atmosfery. W każdym razie co jeszcze zmieniło się pod moją nieobecność?
-Tak czy siak, nie wiem czy wiesz Jess ale od wypadku minęło 5 miesięcy. Przez ten cały długi czas byłaś podłączona do przeróżny...-nie zdążyła nic już więcej powiedzieć, tylko zrzedła jej mina.
-5 MIESIĘCY?! O mój boże! Proszę Ems powiedz mi, że żartujesz w tym momencie.- czułam się
z tym głupio, że przerywam ale to kolejny, ciężki szok, który doświadczam. Wnet Emma tylko spuściła głowę i zauważyłam, że po poliku spłynęły jej łzy. Nagle do akcji wskoczył Daniel, który po konfrontacji z mamą stał się niezwykle cichy.
-Siostra nie dramatyzuj. To tylko pięć miesięcy. Nie przegapiłaś w sumie za dużo...-tutaj trochę się zająknął, ale nie miałam siły aby doszukiwać się szczegółów.
-Tylko pięć miesięcy? Wielkie mi pocieszenie, bracie. -zdobyłam się na lekki uśmiech. A razem ze mną uśmiechy ogarnęły twarze mojego rodzeństwa. Zrobiło mi się trochę cieplej na sercu. Wtedy, aby nie zmarnować okazji uważnie przyjrzałam się na przemian Emmie i Danielowi. Twarz mojego brata pokryta była lekkim zarostem, a włosy były trochę zapuszczone i lekko potargane oraz sprawiały, że ze spokojnego, malutkiego chłopczyka, którego pamiętam, Daniel zmienił się
w przystojnego mężczyznę. Zauważyłam także, że przybrał dużej muskulatury i mogę się założyć, że nie jedna dziewczyna w naszej pragnęła mojego młodszego braciszka. A no tak, byłej już szkole. Dalej nie mogę uwierzyć w to wszystko. Natomiast moja słodka, niewinna Ems ubrana była
w odważniejsze ciuchy niż te, które dotychczas nosiła. Miała na sobie obcisłą spódniczkę i do tego luźną, ale krótką koszulę. "Może trochę za krótką, co Emma?" -pomyślałam ze drwiną. Na twarzy miała delikatny makijaż, chociaż pamiętam jak zawsze przyglądając mi się narzekała, że nigdy nie założy tej okropnej "maski". Widocznie ludzie się zmieniają. Czy jednak było to spowodowane moją nieobecnością? Najbardziej w tym wszystkim zmartwiło mnie jednak, że zza ubrania mojej siostry dostrzegłam wystające żebra oraz obojczyki a jej kości policzkowe były tak widoczne, że przez chwilę nie poznałam swojej własnej siostrzyczki. Przestała jeść? Popadła w anoreksję? A może została bulimiczką, bo pamiętam, że od dawna mała uwielbiała jeść słodycze i różne smakołyki. Daniel niby mnie zapewniał, że nic mnie nie ominęło, ale to było widoczne już od początku, że każdy członek mojej rodziny zmienił się w wielu stopniach. Postanowiłam poruszyć ten temat, póki nie było matki i miałam jeszcze trochę siły.
-Nic mi nie jest, na prawdę. Czuję się jak nowo narodzona, co jest jeszcze bardziej ironiczne, kiedy patrzę na was. Co się dzieje Ems? -wtedy skierowałam swoje zmęczone oczy w kierunku siostry.
-Czemu tak mało jesz? Zanim odpowiesz, przemyśl wszystko. Pomimo iż nie było mnie przez 5 miesięcy. - te słowa z trudem przeszły mi przez gardło, ale musiałam być dzielna. -To wiesz, że znam cię na wylot. I nie trzeba być szczególnie inteligentnym, żeby zauważyć zmiany w twoim wyglądzie zewnętrznym. Jak już wyjdę z tej dziury, to obiecuję ci, że doprowadzimy cię do porządku. Bo nie jest przyjemnie patrzeć na wychodzoną, przygnębioną dziewczynę, która jakiś czas temu była moją, pełną radości siostrą. I nie zaprzeczaj mi tutaj! -to chyba były pierwsze słowa, które wypowiedziałam szczerze, bez skrupułów. Moja siostra już się nie odezwała, za to wylała jeszcze większe morze łez,
a ja ją utuliłam, jak to miałam w zwyczaju. Kiedy się uspokoiła skierowałam wzrok na Daniela.
-A ty co panie przystojny? Mogę się założyć, że już się do tego przyzwyczaiłeś bo wiele osób teraz tak na ciebie mówi. Nieźle przypakowałeś koleś! -by rozładować napięcie, kresem swoich sił uniosłam rękę i przybiłam z nim żółwika. -W każdym razie widzę, że przynajmniej starasz się utrzymać te kobietki w formie. Nie wychodzi ci to najlepiej, ale też nie jest źle. Jestem z ciebie dumna. -posłałam mu najszczerszy uśmiech, na jakiego było mnie stać i puściłam mu oczko.
-No wiesz siostra, pomimo iż mnie trochę uraziłaś, muszę się zgodzić, że masz rację. I jak zwykle, do wszystkiego. Witamy z powrotem. -dostałam odwzajemniony uśmiech i powoli dawałam sygnały, że słabnę. Zdążyłam tylko wydukać, żeby Emma z Danielem się trzymali, przeprosili i pozdrowili mamę. Po części nie chciałam już z nią rozmawiać, chciałam dać jej przestrzeń a z drugiej strony na prawdę byłam u kresu własnych sił. Oczy mi się zamykały. Nie sądziłam jak wiele energii zabiera mi zwykła rozmowa z rodzeństwem. Może jednak weźmy pod uwagę słowo "zwykła" - wrażeń były chyba aż nazbyt. Ale czy nie jest to normalne? W końcu wybudziłam się po pięciu miesiącach nieobecności. Bałam się jedynie, że jeśli zasnę znowu trafię do tego okropnego więzienia, jakim była moja własna podświadomość. Jednak w końcu zmęczenie wzięło górą. Ostatnie, co zrobiłam, to obiecałam sobie, że jutro porozmawiam szczerze z matką i dowiem się przede wszystkim co dokładnie się stało i gdzie jest Nick.

            Dziś przywitały mnie intensywne promienie słońca. Okazało się, że spałam bite 14 godzin,
a gdy się obudziłam zauważyłam drzemiącą w fotelu matkę. Nie chciałam jej budzić, dlatego obróciłam się by wziąć łyk wody ze stolika, robiąc to najciszej jak potrafię. Niestety żaden dźwięk nie uszedł uwadze mojej mamy. Najwyraźniej miała nowe nawyki. Nim się odwróciłam, wzdrygnęłam się ze strachu bo kobieta już stała nade mną i poprawiała mi pościel. Krótko się przywitała i poinformowała, że zamówiła mi śniadanie. A właściwie to obiad, gdyż jak subtelnie zauważyła było już po godzinie 15. "Wiesz mamo, ale zegarkiem to ja jeszcze umiem się posługiwać, zwłaszcza, że wisi mi tuż nad nosem" -ostatnio cały czas w duchu ironizuje wszystko. Skąd takie zachowanie?
Gdy pielęgniarka przyszła z tym ohydnym, szpitalnym jedzeniem nie tknęłam ani łyżki. Nie dość, że śmierdziało jakby było przeterminowane chyba z tydzień, to jeszcze wygląd pozostawiał dużo do zażyczenia. W każdym razie moja matka próbowała mnie namówić na choćby kęs, ale nic z tego. Nie nalegała jednak, bo jak wspomniała - zna to uczucie. Poinformowała mnie, że pojedzie za chwilę do supermarketu i kupi coś smaczniejszego. W międzyczasie poszła jeszcze skorzystać z toalety. Kiedy zniknęła z pola widzenia zaczęłam myśleć o tym jak teraz wygląda nasza komunikacja. Czy będziemy się ograniczały tylko do krótkiej wymiany zdań? Czemu mi to robisz mamo? Kiedy wyszła z łazienki ukradkiem wytarłam płynące łzy. Dlaczego to wszystko musi tak boleć?! Na szczęście moja matka niczego nie zauważyła, a ja wymyśliłam także bardzo sprytny plan. Czując ból jedynie
psychiczny, a nie fizyczny zdecydowałam się odłączyć od tych wszystkich aparatur, a jedynie przyczepić kable do małego, przenośnego komputera na kółkach, który stał obok łóżka. Wiedziałam, że będzie to tam stało, gdyż chyba za dużo naoglądałam się Dr. House'a i Grey's Anatomy.
W każdym razie postanowiłam znaleźć salę Nicka, jako, że czułam, że nic nie wyciągnę od mamy. Muszę zdać się na siebie i mój wiele razy doceniony spryt. Nie robiąc zbyt dużego zamieszania, szybko opuściłam swój znienawidzony, szpitalny pokoik i ruszyłam na wycieczkę po szpitalu. Na szczęście każda z pielęgniarek była zajęta opatrywaniem grupki osób, która wlała się tłumem do szpitala. Możliwe, że mieli jakiś masowy wypadek. Nie chciałam jednak zaprzątać swojej głowy tym teraz. "Punkt dla mnie" -pomyślałam. Chodziłam od pokoju do pokoju wypatrując tej znajomej, przystojnej twarzy. Po 20 minutach dalej nie odniosłam sukcesu, mimo iż dokładnie przeszukałam aż 3 piętra budynku. Właśnie miałam zrezygnować, zwłaszcza, że za chwilę wróci mama i będzie się
o mnie martwić, kiedy dostrzegłam coś niewyobrażalnego. Na samym końcu sali zobaczyłam odosobniony pokój, który wydawał się jeszcze szarawy niż mój. Pośpiesznie zajrzałam przez szybę
i zobaczyłam bladego jak ściana Nicka, który przypięty był do jeszcze większej ilości sprzętów niż ja. Wyglądał przeraźliwie, ale nie miałam mu tego za złe, w końcu znajdowaliśmy się w nie najlepszym miejscu. Pomimo wszystko chłopak był przytomny i akurat rozmawiał z lekarzem. Czasami zdobywał się na uśmiech lecz nie robił tego tak często jak pamiętam. Było w nim coś takiego, czego nie mogę opisać. Nie wróżyło to jednak nic dobrego. Przerażona spotkaniem z nim odczekałam chwilę aż doktor wyjdzie z sali, ukrywając się w niewielkim składziku, ale na tyle wielkim by pomieścił mnie i  mój "wózek" na kółkach. Kiedy usłyszałam oddalające się kroki na korytarzu, wypełzałam się z kryjówki. Z drżącymi rękami delikatnie nacisnęłam na klamkę, starając się nie hałasować za dużo. W tej chwili gdy weszłam do sali Nicka od razu wiedziałam, że popełniam błąd. Nie spodziewałam się, że to dopiero tam doświadczę swojego prawdziwego koszmaru.
Kiedy podeszłam do chłopaka, uśmiechając się do niego, uścisnęłam go za rękę i usiadłam przy krześle stojącym obok łóżka. Spróbowałam zacząć rozmowę, chociaż szerze nie wiedziałam co powiedzieć. Wtedy usłyszałam słowa, które zdecydowanie były najgorsze jakie kiedykolwiek usłyszę.
-Kim jesteś? -powiedział Nick zachrypniętym, cichutkim głosikiem.













Dziękuję za wyczekiwanie na nowy rozdział Wszystkim dziękuję z całego serca za obserwację i komentarze <3 Przychodzę też dzisiaj do was z poleceniem świetnego bloga pisanego przez kumpelę, zapraszam: http://against-the-world-ff.blogspot.com/
Oraz mam kilka reklam dla was ;) 

Grupa dla fanów serialu Teen Wolf na fb:
 https://www.facebook.com/groups/523449217754208/?fref=ts
Grupa dla fanów serialu Pretty Little Liars na fb:
 https://www.facebook.com/groups/PLLPolska/?ref=browser
Grupa dla fanów serialu Eye Candy na fb:
 https://www.facebook.com/groups/1516593081962660/?ref=browser
Grupa dla fanów seriali The Vampire Dairies&The Originals na fb:
https://www.facebook.com/groups/564070273718768/?ref=browser
Oraz jeszcze jedna grupa - fanów trylogii The Maze Runner:
https://www.facebook.com/groups/621920034568487/?ref=browser


Miłej majówki! 
           

czwartek, 16 kwietnia 2015

Rodział II

          Nagle usłyszałam czyjeś łkanie. Nie miałam pojęcia do kogo one należało, gdyż jedyną rzeczą, którą widziałam była ciemność. Po chwili tajemnicza osoba zaczęła coś niewyraźnie pomrukiwać, nadal płacząc.
-Oh Jees, moja słodka Jees.-głos nieznajomej osoby wypełniony był bezsilnością i rozpaczą. -Ile bym dała byś się wybudziła. Cholerny wypadek! Jessicia wiesz, że bez ciebie sobie nie poradzę. Oh, słońce. -automatycznie poczułam ukłucie w sercu, kiedy moje imię było wymawiane co chwilę z tym smutkiem w głosie.
Nagle oprzytomniałam i doszłam do wniosku, że poznaję ten głos. Należał on do jednej z najważniejszych osób w moim życiu. Do mojej matki. Była ona cudowną kobietą, wiele w życiu przeszła. Razem mamy niesamowitą więź. Kobieta nigdy nie uciekała przede mną, wręcz przeciwnie. Codziennie dziękowałam Bogu za obdarzeniem mnie taką rodzicielką. Mogłam z nią pogadać dosłownie o wszystkim, po najnowsze plotki, ciche dni, na chłopakach skończywszy. Po jakiś kilku sekundach usłyszałam kolejny głos. 
-Mamo, proszę cię. Nie możesz tu wiecznie siedzieć. Każdy z nas chciałby, żeby Jessica się wybudziła. Lekarz robi co w jego mocy, ale nic na to nie poradzimy. Musisz iść wypocząć i zjeść coś. Nie spuścimy jej z oka, obiecuję. 
Dostałam kolejnego olśnienia. Gdziekolwiek się teraz znajdowałam, w pobliżu nie tylko znajdowała się  moja mama ale także mój niewiele młodszy brat Daniel, a z nim pewnie także moja siostra, Emma. Chwilę przysłuchiwałam się ich niedokładnej wymianie zdań albowiem co chwilę wchodzili sobie w słowo. Jednak cała sytuacja zakończyła się wyznaczonym zamiarom Daniela - moja mama w końcu ustąpiła i usłyszałam zamykające się drzwi. Wtedy próbowałam coś powiedzieć, wykrzyczeć, że jestem tutaj, słucham moją rodzinę. Lecz wciąż ogarniała mnie pustka. Moje starania nie doszły do zamierzanych skutków, bowiem po wielu próbach znowu opłynęłam w daleką i ciemną otchłań. Ogarnęła mnie bezsilność, jakiej nigdy wcześniej nie doświadczyłam. 
           Obudziwszy się po raz kolejny zostałam przywitana cichutką melodyjką dobiegającą z gitary. Niestety dalej byłam ogarnięta mrokiem. Błądząc chwile po wspomnieniach przypomniałam sobie kto mógłby siedzieć i grać teraz obok mnie. Była to Nina. Urodzona artystka i szkolny prymus. Aktualnie grała kawałek "Say Something" co jakiś czas podkładając damski cover do piosenki. Przypominając sobie nasze wspólne chwile, zrozumiałam dlaczego gra akurat tę piosenkę. Jak się okazało obydwie ją uwielbiałyśmy za jej przekaz. Po krótkim czasie, który dla mnie wydawał się wiecznością muzyka ustała i nastała nieręczna cisza. Została przerwana szlochem i trochę niezrozumiałym bełkotaniem spowodowanym ciągłym płaczem.
-No kochana, chciałam ci tylko powiedzieć, że jestem w rozsypce - nie musiałam widzieć jej twarzy, żeby wiedzieć, że teraz spuściła głowę w dół i przyciągnęła do siebie nogi. Nawet usłyszałam szuranie krzesła, które przesuwało się wraz z ciałem przyjaciółki. -Nigdy byś się pewnie nie spodziewała, że popadnę w depresję prawda? Zawsze powtarzałaś jaka to ja dzielna, wytrzymała. Zwykle to miałaś rację. A teraz popatrz, sama mnie doprowadziłaś do takiego stanu. Ahm.. no tak, zapomniałam, że ty nie możesz zerknąć na mnie tymi swoimi pięknymi oczami. -teraz smutek zmieszany został z cichym wybuchem śmiechu.
Nie wiedziałam co myśleć. Nie wiem co się ze mną stało, albowiem tego mój mózg nie chciał przetworzyć. Nie wiem gdzie jestem, chociaż chciałabym tego teraz najbardziej. Najgorsze w tym wszystkim jest jednak ta cholerna bezsilność. To bolesne uczucie. Nie mogąc nic powiedzieć, nie mogąc nikogo pocieszyć, dać świadomość mojej obecności. Ile to potrwa? Wtedy Nina zaczęła kontynuować.
-Przeżyłyśmy razem tyle wspaniałych chwil od czasów piaskownicy, zawsze miałam wrażenie, że pomimo iż jest nas cała piątka, jeśli nie życzyłabyś sobie wliczanie Mariny, to my we dwie mamy najlepszy kontakt ze wszystkich. -na te wspomnienia się uśmiechnęłam, bo muszę przyznać przyjaciółce rację. Czułam to samo. Jednak teraz coś innego zaprzątnęło mi myśli. "Niewliczanie Mariny? A to ciekawe" - pomyślałam sobie w duchu. "Wiem kim jest Marina, ale za nic mój mózg nie chce mi powiedzieć dlaczego Nina miałaby ją odsuwać od naszej paczki." -kolejne uczucie bezsilności. "Ile jeszcze?! Dlaczego mój umysł musi być taki upierdliwy? Czy to jakaś kara, walka? ZA CO?!" -teraz moje emocje sięgnęły zenitu. Najchętniej wrzeszczałabym, rzucałabym się, chociaż nie widziałam w tym sensu. W końcu podróżowałam w jakimś zakątku mojej podświadomości, czymkolwiek to było.
-Tak więc jesteś najbliższą mi osobą w życiu. Kto będzie ze mną siedział "U Barry'ego" i popijał nasze tradycyjne, waniliowe shake'y? Kto przeprowadzi się ze mną do Nowego Jorku i będzie studiował na uniwersytecie Columbia? No kto?! - widzę, że nie tylko ja tu jestem bezsilna oraz rozdrażniona. Nina po raz kolejny rozpłakała się na całego. Aż w końcu usłyszałam całkiem nowy głos, najprawdopodobniej należący do mężczyzny.
-Godziny odwiedzin się skończyły, młoda damo. Prosimy o powrót jutro, w razie zmian w zdrowiu naszej pacjentki o wszystkim poinformujemy jej rodziców. -najwyraźniej musiał być to lekarz, albo pielęgniarz, skoro tak formalnie zwracał się do mojej przyjaciółki.
-Matki, proszę pana. Tylko matki. Jessica nie ma ojca. -grzecznie zwróciła mężczyźnie uwagę Nina. Pospiesznie też dodała, że już wychodzi. Pocałowawszy mnie w czoło, usłyszałam jeszcze głos drugiej osoby znajdującej się w pomieszczeniu prócz Niny.
-Bardzo przepraszam za pomyłkę. To się nie powtórzy.
-Nic się nie stało, po prostu jestem wrażliwa na takie rzeczy i tyle. To moja przyjaciółka. W każdym razie miłego wieczoru, do widzenia.
I wtedy drzwi się zamknęły i jak mniemam zostałam sama. Rozmyślając jeszcze przez chwilę, znowu odpłynęłam. Tym razem obiecałam sobie, że po raz ostatni. Zamierzam wygrać walkę z moją podświadomością.



Więc jest oto rozdział II. Mam nadzieję, że mój pomysł na ten wątek wam się spodoba :)
Chciałam też podziękować za wasze motywacyjne komentarze i już 3 obserwację!
Zapraszam także na serialową grupę, znajdującą się na facebook'u gdzie zareklamowałam także swojego bloga i będę tam dodawać linki do nowych rozdziałów (LINK: https://www.facebook.com/groups/324671851059003). Jeżeli jednak zobaczyłeś/aś link do mojego bloga na stronie bądź innej grupie - bez obaw, tam też pojawią się linki.
Życzę miłego weekendu oraz powodzenia gimnazjalistom na sprawdzianie.
Do usłyszenia! :)

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Rozdział I

Na dole znajdziecie wszystkie notatki, które chciałabym wam przekazać, a teraz szybciutko zapraszam do czytania pierwszego rozdziału :)




                   ... Tego samego wieczoru umówiłam się jeszcze ze znajomymi na małą imprezę pożegnalną, która miała odbyć się w domu Mariny. Co prawda należała ona do naszej paczki, ale także była chodzącą królową szkoły. Wszystkie dziewczęta zazdrościły jej popularności, ciuchów i wiecznie oglądających się za nią chłopaków. Trzeba było przyznać, że zasługuje na to. Marina to urodziwa blondynka o dużych, ciemnych oczach. Ma nienaganną figurę i długie nogi. Pewnie teraz wyobrażacie sobie idealną, rozpuszczoną dziewczynę. Ale, ale.. jak już wspomniałam Marina była w naszej paczce co wyróżnia ją spośród innych diw. Zazwyczaj ubierała się na luzie, ale kolory mieszała jak szalona - to wyróżniało ją spośród innych, gdyż nikt nie odważył się ubrać lepiej od niej. Nigdy nie rozumiałam co ona w nas widziała jako, że byliśmy tylko zgrają najzwyklejszych ludzi na świecie, a ona...sami wiecie. Ewentualnie można zwrócić uwagę na to, że cała nasza piątka była nierozłączna od podstawówki. Więc albo ją wiążę sentyment do nas, albo rzeczywiście docenia naszą przyjaźń przez te wszystkie lata. Tak czy siak pierwsi na domówce pojawiliśmy się oczywiście my, w komplecie, czyli Nina, Jack, Nathan, Hanna i ja. Pomogliśmy organizatorce w ostatnich przygotowaniach a 5 minut przed planowanym rozpoczęciem imprezy rozległ się pierwszy dzwonek do drzwi. Uradowana Marina podbiegła do drzwi i szybkim ruchem je otworzyła. Wtedy do domu zaczęli wchodzić całą grupą nieznajomi a tylko kilka osób, które znałam było ze szkoły. Zaczęłam patrzeć wrogim wzorkiem na przyjaciółkę. "No oczywiście, że tak się stało. Jak zwykle obietnicy tej zołzy nigdy się nie sprawdzają" pomyślałam, w duchu aż kpiąc ze złości.
-Miała to być mała, lekka imprezka abyśmy powspominali i nacieszyli się ostatnimi chwilami razem a nie jakaś biba roznosząca się po całe osiedle. Ja wychodzę - syknęłam cicho do znajomych.
Nie jestem typem samotniczki, że unikam towarzystwa jak ognia, ale dzisiaj zdecydowanie nie miałam nastroju do imprez. Na tą skusiłam się jedynie pod pretekstem małej domówki. Szybkim krokiem poszłam do sypialni na piętrze i wzięłam swoje rzeczy. Już miałam wychodzić kiedy poczułam lekkie szarpnięcie za rękę. Okazało się, że to Nick, były już w sumie rozgrywający w szkolnej footballu. Był on dość przystojny i zarazem silny więc na chwilę odstąpiłam, nie wyrywając się.
-A gdzie ty już uciekasz Jess? Impreza nawet się nie zaczęła dobrze, a ty zwiewasz. -zaczął chłopak.
-Sorry, ale nie mam dzisiaj smykałki do zabawy w piwnego ping-ponga i walaniem się później po kątach. -ironicznie odpowiedziałam Nickowi i uwolniwszy się od mocnego uścisku podreptałam w stronę drzwi.
-To chociaż poczekaj, odwiozę cię do domu. -usłyszałam po kilku sekundach.
"A to mi nowość" - pomyślałam. "Koniec liceum, a ten dopiero sobie przypomniał o moim istnieni
u" -zakpiłam w myślach. A streszczając Nick bardzo podobał się Marinie. Kilka razy byli gdzieś tam razem, a przynajmniej tak twierdziła moja kumpela. Kilka razy też spotkaliśmy się w większym gronie, gdzie ignorując przyjaciółkę wymieniłam z chłopakiem kilka uśmiechów. Które później okazały się nieważne, bo zawsze nazajutrz w szkole mnie olewał. Więc nie zrobiłam z tego żadnej wielkiej sprawy, chociaż lekko mnie to zabolało. "Trudno, było minęło" -myślałam z goryczą wtedy. A teraz proszę bardzo, wracamy razem do mojego domu. Nie miałam siły odmawiać, a w duchu mnie to ekscytowało. I tak skończyłam sam na sam z Nickiem. Wychodząc czułam na plecach zazdrosne oczy Mariny, ale nie przejmowałam się tym. O naszym lekkim konflikcie dowiecie się później.


*10 minut później, w samochodzie*
Z radia dobiegały ciche pomruki piosenki Michaela Jacksona. Przez jakiś czas trwaliśmy w niezręcznej ciszy, aż w końcu Nick się przełamał.
-Okej, Jess. Widzę, że jest to dla ciebie dziwne, że tak nagle zaczynam się tobą interesować, po tym jak cię olewałem cały rok. Przepraszam cię za to, ale nie chciałem ci robić nadziei. Wtedy nie byłem typem chłopaka, który szukał poważnego związku. Nie chciałem cię zranić.
-Cieszę się, że taki dżentelmen z ciebie się zrobił. Ale wyprostować sytuację już dawno by nie zaszkodziło.
-Dobrze wiesz dlaczego ci nie powiedziałem, Jessica. Wiedziałem, że cię to zaboli, obserwowałem cię już od jakiegoś czasu. W końcu mieszkasz tylko dwie ulice dalej, a do szkoły chodzimy razem od 7 lat.
-Super, cieszę się bardzo, ze obchodzą cię moje uczucia ale teraz już nic nie zmienisz. Liceum się skończyło, czas zabawy również przeminął.
Dostrzegłam, że chłopak się speszył i posmutniał.
Wtedy zauważyłam na drodze czarnego, ledwie widocznego szopa. Akurat przejeżdżaliśmy przez drogę wjazdową do naszego osiedla, która jest otoczona z dwóch stron gęstym lasem.
-UWAŻAJ! Nick hamuj! -zdążyłam tylko wykrzyknąć, ale Nick już skręcił i usłyszałam tylko głośny huk. Uderzyliśmy w drzewo. I wtedy mrok ogarnął moje oczy, a kilka sekund później odpłynęłam.


Tak więc mamy rozdział I :) A także ponad 100 wyświetleń. Jesteście mega!
Moje opowiadanie będzie się rozwijało z czasem, jak obiecałam. Szykuję także dla was małą niespodziankę, która będzie gotowa niedługo - albo przed wydaniem rozdziału II albo po.

Mam nadzieję, że spodobało wam się. W takim razie komentujcie i obserwujcie, nie obrażę się :)



piątek, 27 marca 2015

Krótkie wprowadzenie + prolog

Witajcie :)
O sobie nie będę nic mówić, jak chcecie się czegoś dowiedzieć możecie spojrzeć na mój krótki opis po prawej stronie bloga. Natomiast chciałabym się z wami przywitać i zapowiedzieć o czym będzie blog. Dzisiaj także doczekacie się prologu opowiadania.


Jessica "Jess" O'Brien ma 20 lat i mieszka na Florydzie. Jej historia zaczyna się od dnia, w którym skończyła liceum. W tym samym czasie przeżywa tragiczny wstrząs, który zmienia ją niewyobrażalnie. Czy pomimo upływu lat uda jej się ponownie stanąć na nogi i wrócić do życia? Kto jej w tym pomoże? 


PROLOG


          To był ostatni dzień liceum. Cała moja klasa i inni uczniowie ubrani w długie togi zasiadali na swoje miejsca i szykowali się do rozpoczęcia uroczystości rozdawania dyplomów. Nie mogłam w to uwierzyć, że za niecałą godzinę pożegnam się z tymi niesamowitymi osobami, że już za godzinę każdy z nas pójdzie inną drogą. Ciężko było mi wyobrazić sobie życie bez dotychczasowej rutyny. Tak się złożyło, że siedziałam obok mojej najlepszej przyjaciółki, Niny gdyż nasze nazwiska zaczynają się na tą samą literę – to dodawało mi choć trochę otuchy. Złapałyśmy się mocno za ręce i zaczęłyśmy wysłuchiwać dyrektora, który akurat wygłaszał swoje przemówienie. Cisza panująca wokół była hipnotyzująca. Cieszę się, że nawet największe koksy naszej szkoły doceniły poważność tego wydarzenia. 
-Tak więc w dniu dzisiejszym żegnamy rok szkolny 2011/2012 a także mury naszej szkoły opuszczają niezwykle zdolni uczniowie z rocznika ’94 – wtedy nie dając skończyć dyrektorowi rozległy się brawa od wzruszonych rodziców, a po chwili dołączyli do nich uczniowie, w tym ja i Nina. Gdy ucichły Rudy, bo tak nazywamy naszego niezwykle sympatycznego i trochę zapominalskiego dyrektora (ale ostrzegam, że nie ma rudych włosów!) wrócił do swojego monologu. Wspomniał o naszych osiągnięciach i sukcesach, które o dziwno m.in. dzięki bandzie szkolnych kujonów zapisały się jako jedne z najlepszych w historii szkoły. Nie ukrywałam dumy, gdyż sama jako kapitan szkolnej drużyny koszykówki doprowadziłam naszą szkołę na wiele międzystanowych zawodów, a także 2 razy na międzynarodowe o czym także wspomniał dyrektor. 
Gdy głowa naszej szkoły zakończyła swoją przemowę do głosu przeszli wszyscy nauczyciele, którzy dodawali trochę słów od siebie, gdzie większość z nich to gratulacje i podziękowania za wspólne 4 lata. Jedynie nasz facet od fizyki, który był niezłym tyranem zdobył się na szczerość, nie ukrywając, że nieraz daliśmy mu nieźle popalić. Ale i tak skończyło się to na zbytniej uprzejmości. Potem nastała długo wyczekiwana chwila – czyli rozdawanie świadectwa ukończenia szkoły. Nie martwiło mnie to ani trochę, a wręcz ekscytowało bo wiedziałam, ze uczę się dobrze, więc nie mam się czego obawiać. Za to Nina, kłębek nerwów aż drżała ze strachu. Cały czas do mnie szeptała, że nie zda, że nie da rady, chociaż ze średnią wyprzedziła mnie na pewno co najmniej o połowę. Niezły był z niej mól książkowy, ale za to ja kocham. Wtedy usłyszałam z mikrofonu: 
-Jessica O’Brien, zapraszamy po odebranie dyplomu. 
Wstając, uroniłam jedną łzę wzruszenia ale szybką ją wytarłam i dumnym krokiem udałam się po odebranie świadectwa. Idąc czułam wzrok zadowolonych rodziców oraz Emmy i Daniela, mojego rodzeństwa. W tym roku dostałam możliwość przemowy, więc przygotowując się do niej dość długo stanęłam przed mikrofonem. Podziękowałam serdecznie wszystkim zgromadzonym, w tym mojej niezawodnej drużynie oraz przyjaciołom i rodzinie. Gdy skończyłam wyczytali imię Niny, a pół godziny później obydwie triumfując żegnałyśmy się z każdym po kolei na dziedzińcu przed szkołą.  
Wydawało się, że wszystko było idealne, pomijając okropne rozstanie. Jednak tego dnia zdarzyło się coś jeszcze, co zapadło mi w pamięć do końca życia…


Miałam trochę wątpliwości co do tego opowiadania, ale dzięki miłym pochwałom moich najbliższych przyjaciół zdobyłam się na odwagę i ot, co mam bloga a wraz z nim prolog.
Jeśli spodoba wam się początek historii Jessici zapraszam do komentowania i obserwowania bloga. Rozdział pierwszy jak najbardziej jest w planach, wszystko też zależy od waszej sympatii co do tego opowiadania.
Pozdrawiam i życzę miłego weekendu :)